o tym, jak idę
poniedziałek, 25 maja 2009
Wybory nie do wybierania
Nie będzie o parlamencie Europejskim.

Dylemat etyczny (na podstawie filmu "Grey's Anatomy"). Do szpitala trafia dziesięcioletni chłopiec w ciężkim stanie - potrzebuje przeszczepu wątroby i jelita. Kiedy udaje się znaleźć narządy do przeszczepu, podczas operacji narządy obumierają. Wspierany aparaturą sali operacyjnej, chłopiec ma 24 godziny życia - o ile nie pojawią się odpowiednie dla niego narządy.
W tym czasie do szpitala trafia więzień, na którym w ciągu tygodnia ma być wykonana kara śmierci. Więzień jest w szpitalu, bo w bójce został ciężko okaleczony. Zaczyna się u niego obrzęk mózgu - bez operacji obrzęk wywoła śmierć. Więzień odmawia zgody na operację, ale kiedy straci przytomność, dwoje lekarzy ma prawo zadecydować o jego losie - przeprowadzają operację.
Po operacji wiadomo, że więzień i chłopiec są zgodni tkankowo, tzn. chłopiec mógłby dostać narządy więźnia. Nie mam pojęcia jak to wygląda prawnie, ale to zagadka etyczna, a nie prawna. Więzień a)mówi, że chce uratować tego chłopca, jego narządy zmarnują się zaraz po egzekucji za tydzień, b)boi się śmierci podzas egzekucji, wolałby umrzeć w szpitalu, nie zabity.
Więzień samookalecza się i trafia z powrotem na salę operacyjną, jego mózg jest znów w niebezpieczeństwie. Chłopcu zostały 2 godziny i minimalna szansa na dawcę narządów.

I teraz, z ktorym stwierdzeniem się identyfikujesz:

1. Zabójcą jest chirurg, który wykonuje operację na mózgu więźnia, odmawia mu śmierci w szpitalu, ratuje mu życie, zabiera szansę na przeżycie chłopcu.

2. Zabójcą jest chirurg, który nie wykonuje operacji na mózgu więźnia, pozwala mu umrzeć w szpitalu, ratuje  życie chłopcu.

3. Wolę być meduzą.

W serialu scenarzyści rozwiązali dylemat po najmniejszej linii oporu - w ostatniej chwili znalazły się narządy "skądinąd".

Dylemat pokazuje, że nasza moralność nie jest pragmatyczna, racjonalna, a bazuje na nie wyrządzaniu krzywdy.





20:02, panpaniscus , Ewolucja
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 lutego 2008
Takie sobie bajeczki
... czyli o nadużywaniu ewolucji w naukach społecznych.
Teoria jest naukowa, o ile mozna ją przetestować. To znaczy wymyślić badanie, którego wynik może byc sprzeczny z teorią. Wymyślane (zwykle ad hoc) nietestowalne wyjaśnienia to "takie sobie bajeczki", może i ciekawe - ale nienaukowe. Dookoła ewolucji człowieka narosło mnóstwo takich mitów. Z jednej strony dlatego, że testowanie jest tu wyjątkowo trudne, z drugiej strony - bo to wyjątkowo ciekawe dla nas zagadnienie. Kolejny powód to to, że wiele osób popada w "superadaptacjonizm", to znaczy w każdym zjawisku upatruje ewolucyjnej adaptacji.

Przykłady - wyjaśnianie homoseksualizmu inwestycjami homoseksualnych mężczyzn w potomstwo ich sióstr. Mężczyźni wolą blondynki, bo blondynki bardziej przypominają dzieci. Itd.
Tu nie chodzi o to, że psychologia człowieka nie ma nic wspólnego z doborem naturalnym i ewolucją. Wręcz przeciwnie, posługujemy się mózgami będącymi wynikiem ewolucji. Ale w psychologii ewolucyjnej często zapomina się o tym, że jedno zjawisko może tłumaczyć wiele przyczyn i że naukę robi się falsyfikując alternatywne teorie.

To teraz dla rozrywki.
Steve Jones opowiadał, jak to ze studentami wymyślali adaptacjonistyczne takie-sobie bajeczki na wytłumaczenie wszystkiego, od A do Z.

Trądzik: mężczyźni osiągają dojrzałość płciową, zanim są w stanie utrzymać rodzinę. Zatem ewolucyjnie korzystne jest powstrzymanie się od rozrodu - przez odstraszenie potencjalnych partnerek oszpeconą twarzą.

Rumieniec: nieme przyzwolenie na seks.

Zoofilia: sposób pierwszych pasterzy na przywiązanie do siebie owiec.

PS. mówisz-masz, dziś pojawił się w GW świetny przykład - no fajnie, że ludziom podobają się ludzie, którzy mają nogi w sam raz, ale opowieści o tym, że to dlatego, że krótkie nogi są związane z za wysokim poziomem trójglicerydów czy niedożywieniem w dzieciństwie - to już czystej wody takie sobie bajeczki. Zwłaszcza te trójglicerydy i cukrzyca mnie powaliły, bo to z pewnością nie były czynniki doboru w czasach, kiedy działał na nas skuteczny dobór płciowy, czyli te 10 tys. lat temu. Wręcz przeciwnie, sądzi się, że dzisiejsza powszechność wersji genów sprzyjających cukrzycy (tzw. "skrzętne geny") to efekt tego, że w tamtych czasach dobrze było mieć bardzo wydajną gospodarkę energetyczną - co w czasach obfitości kalorii i niedostatku ruchu kończy się otyłością czy innymi kłopotami.
A jakieś badania? Testowanie? Bo że nogi się podobają to jedno, a że to rzeczywiście dawało korzyść ewolucyjną...yyyy.....
23:16, panpaniscus , Ewolucja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 lutego 2007
Skąd się biorą religie - nasze umysły
Jest ich na świecie ponad 10 000. Są ze sobą spokrewnione - niektóre mają wspólnych przodków, wywodzą się z innych lub są twórczym połączeniem kilku. Wiele powstało niezależnie.
Skąd się biorą bogowie?
Z naszych mózgów. Nasze umysły to świetne narzędzia. Które powstały dzięki ewolucji i ona je ukształtowała. Zgadując z naszych umiejętności i łatwości, z jaką angażujemy się w róznego typu działania, to zdobywanie i utrzymywanie pozycji socjalnej oraz konstruowanie narzędzi, a nie zrozumienie fizyki kwantowej były priorytetami.

Nasze umysły bardzo chętnie wyszukują wzorce, kojarzą ze sobą wydarzenia w związki przyczynowo-skutkowe. Oraz interpretują sens. Dotyczy to zarówno zdarzeń i przedmiotów nieożywionych "ta dźwigienka jest po to, żeby podnieść zawleczkę", "zjadłam witaminę C i przeszedł mi katar, czyli witamina pomaga", jak i postępowania innych osób "na złość oblała mnie tą kawą". Interpretacja poprzez pytanie "po co" pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego coś zaszło i jak na to zareagować.
Na codzień tłumaczymy sobie świat i postępowanie innych ludzi, zachowanie zwierząt i przedmiotów martwych w kontekście celu, coś jest po coś. W ten sposób (teleologiczny) tłumaczymy dzieciom świat - i one podobnych wytłumaczeń szukają. Po co słoń ma trąbę, czemu pan jedzie szybko na rowerze.

Świat jest pełen zjawisk, które trudno zrozumieć, ogarnąć ludzkim umysłem. Nie tylko fizyki kwantowej, zdarzeń o charakterze losowym. Także zjawisk, które trudno zaakceptować ze względu na konsekwencje, jakie ze sobą niosą. Choroba, śmierć, nieszczęście. Nasze umysły pytają "po co". Dlaczego mnie to spotkało. Albo: jaki sens ma moje życie, po co żyję.
W tym kontekście te pytania nie mają sensu, poza bardzo metaforycznym - to jak pytać o smak półnuty albo jak długie jest zimno.
To znaczy, mogą mieć sens - jeśli rozumieć je jako szukanie tego sensu w sobie samym (jakie ja wyznaczam sobie cele w zyciu, co jest dla mnie ważne), a nie w zewnętrznym świecie, w czymś poza sobą.

Jest jeszcze potrzeba wyjaśniania zjawisk, którymi dziś zajmują się nauki przyrodnicze. Póki ich nie było, potrzebne było "zewnętrzne" wyjaśnienie; choć nawet dziś jedni nie wierzą w ewolucję, inni w to, że HIV powoduje AIDS, albo w to, że Ziemia jest okrągła. Nauka jest trudna, bo posługuje się nieintuicyjnymi metodami; np. teleologiczne wyjaśnienia "po co" są używane albo w popularnonaukowych takich sobie bajeczkach, albo w sensie li i jedynie metaforycznym. Operuje prawdopodbieństwami - które są trudne dla nas do intuicyjnego zrozumienia, np. zarówno lekarze, jak i pacjenci, uważają , że operacja, która daje 90% szansę przeżycia jest bezpieczniejsza od tej, która w 10% przypadków powoduje śmierć pacjenta.

Właściwie, to wszystko da się podsumować jednym zdaniem. Bóg jest, bo inaczej ludzkie zycie nie miałoby sensu. Powinno być: bóg jest (w moim umyśle), bo nie potrafię/nie chcę zaakceptować świata, w którym go nie ma.

Nasze umysły wyewoluowały w taki sposób, że są podatne na religię, chętnie szukają bóstw i zewnętrznych wyjaśnień. To jedna strona medalu.
Druga jest taka, że podatność na religię i religia mogą dawać ewolucyjną korzyść, ale o tym osobno.

21:33, panpaniscus , Ewolucja
Link Komentarze (3) »
Dlaczego szympansy wciąż są małpami, a nie ludźmi
...tak brzmiało (w zamyśle retoryczne) pytanie, którym ksiądz katecheta starał się nam udowodnić, że teoria ewolucji to bzdura.
Dziś padło kilkakrotnie w dyskusji wywołanej artykułem o narzędziach używanych przez szympansy.

Odpowiedź jest prosta: dlatego, że te kilka (5-6) milionów lat temu byliśmy jednym gatunkiem, ani szympansem, ani człowiekiem. Szympansy są tak samo różne od tego przodka, jak my. Nam się nagromadziło w DNA mnóstwo różnic od tamtego czasu, im też, mniej więcej tyle samo, tyle że gdzie indziej. My umiemy bardzo abstrakcyjnie myśleć, one - w odróżnieniu od nas - są zdolne przetrwać w dżungli bez wynalazków kulturowych. W gruncie rzeczy różni nas nie 5-6 milionów lat, a dwakroć tyle, czyli 10-12, bo trzeba liczyć drogę, którą one przebyły i którą przebyliśmy my.

Druga odpowiedź: należę do dość dużej grupy biologów, która sądzi, że z punku widzenia zasad taksonomii, człowiek JEST małpą. Więc z takiego technicznego punktu widzenia, dalej jesteśmy małpami.
Ale taksonomia to taka filatelistyka, tj. dużo kłótni o nazwy i definicje, często wynikających z ludzkiej potrzeby opisywania za pomocą zmiennej dyskretnej (tj nazwy gatunkowej) rzeczywistości, która przypomina funkcję ciągłą.

To pytanie ma jeszcze jeden podtekst. My, ludzie jestesmy tacy doskonali, tacy inteligentni, a małpy to tylko małpy. No i gdyby ewolucja była, to byłyby też inteligentne węże, inteligentne ryby itd., a wszystko to takie głupie.

Jak każdy rozsądny człowiek wie, to nie inteligencja zapewnia sukces ewolucyjny. Takich bakterii jest o wiele więcej niż nas, a proszę, jakie głupie. Myszy czy karaluchy nie mają kultury, IQ nienajwyższe, a świetnie sobie radzą.

Inteligencja to akurat ta cecha, która pozwoliła/pomogła przetrwać nam, ludziom, jako gatunkowi. Ale niekoniecznie pomogłaby innym gatunkom; ewolucja polega na przypadkowych zmianach w "zastanym materiale"; genom gazeli bardziej pomagała w przetrwaniu jej umiejętność szybkiego biegania, niż kombinowania. Inteligencja jest ważna dla nas, ludzi. Ale jeśli patrzeć na ewolucję z punktu widzenia innego gatunku, np słonia - tak samo można by się dziwić, że tylko my, słonie mamy trąby, a żaden inny gatunek nie osiągnął tej ewolucyjnej doskonałości. Są próby i imitacje (mrówkojad czy tapir), ale nikt inny nie ma równie doskonałego narządu, którym można i podnieść belkę, i zrobić sobie prysznic, i pogłaskać czule partnera, i zatrąbić.

Tylko, żeby wyciągnąć te proste wnioski, trzeba choć na chwilę odłożyć założenie, że człowiek to korona stworzenia i pan świata. Owszem, człowiek to cud nad cudy, ale porównywalny z cudem Deinococcus radiodurans (bakteria, która poleciała na księzyc i z powrotem przyczepiona do zewnętrznej powłoki statku) czy pantery śnieżnej.
20:36, panpaniscus , Ewolucja
Link Dodaj komentarz »