o tym, jak idę
wtorek, 26 września 2006
Stare i już publikowane - ale okazuje się, że jare
Kaczka dziennikarska o kaczkach, "Czytelnicy do piór" (kaczych)


Kaczki Włamywaczki

Nad brzegiem rzeczki, opodal krzaczka

-Gnieździły się w naszej okolicy od zawsze –opowiada Zdzisław W., leśniczy nadleśnictwa Mścistów. Wiadomo, lasy, jeziora, niewielkie zaludnienie. Jak zmeliorowali i pobudowali ośrodki wypoczynkowe to jakby mniej ich było. Ale od paru lat to rzeczywiście coraz więcej.

Mieszkała sobie kaczka dziwaczka

– Wszyscy zauważyli, że przestały bać się ludzi - mówi Aldona Z., nauczycielka. Była przynajmniej jakaś atrakcja w lecie, bo gmina pieniędzy na konkurs plucia na odległość, taki jak w zeszłym roku, nie dała. Tu nic się nie dzieje, a tak to sobie zdjęcia z kaczkami robili.

Lecz zamiast trzymać się rzeczki

Robiła piesze wycieczki

-W samym środku miasta chodziły. Chodnikami na ogół, na trawnik uskakiwały, jak ktoś szedł. A od tego napadu to ze dwie chyba widziałem, przemykały się chyłkiem - przypomina sobie Józef K., mieszkający w Mścistowie od urodzenia.

Gryzły się kaczki okropnie

- Najgorzej było w zeszłym tygodniu - opowiada Maria C., właścicielka napadniętej budki. Biły się o jedzenie, że przejść nie można było. Teraz myślę, że pewnie badały teren. A tu taka spokojna okolica, dlatego zostawiałam wszystko na noc - wzdycha. Kiedyś myślałam, że kaczki żywią się rzęsą wodną. Aż zobaczyłam, jak jedna

Zjadała jajka na twardo

–Do budki z hot-dogami włamały się w nocy - relacjonuje kpt. Wacław Borowy. Musiały działać zespołowo, jedna czy dwie dostały się do środka i otworzyły zasuwkę. Pomoc z zewnątrz raczej wykluczamy. To odmieńce, nie ptaki!

Taka to była dziwaczka

Dr Tomasz Bekas, pracownik Instytutu Ekologii w Dziekanowie jest innego zdania: - Ptaki przystosowują się do życia w sąsiedztwie ludzi. Mścistowskie kaczki zimowały pewnie w Ogrodzie Saskim w Warszawie i tam nauczyły się zdobywać pożywienie z rąk człowieka. O napadach jednak rzeczywiście dotąd nie słyszałem - zastanawia się. Chętnie zbadalibyśmy to zjawisko - proponuje naukowiec. Jak zwykle, nie mamy pieniędzy, ale może gmina znajdzie jakieś fundusze, w końcu to poważny problem.


19:22, panpaniscus , Wspomnienia
Link Komentarze (3) »
Stare i już publikowane
Na specjalne życzenie - "Czytelnicy do piór", zebranie lokatorów w sprawie braku ciepłej wody przed świętami



-Proszę państwa, proszę się nie denerwować, tak, to ja zakręciłem ciepłą wodę. Wiem, że zaraz święta. Zaraz wszystko wyjaśnię. Ale, drodzy sąsiedzi! Musimy się bronić, one są tuż! Już nie starcza im, że deprawują umysły z daleka swym kształtem, że sączą swe peptydowe trucizny, że macną czułkiem nieostrożnego nurka!


One chcą opanować świat, zmienić go w jedną wielką jamę chłonąco - trawiącą. O tym się nie mówi, ale to są fakty do dawna wiadome. Komu zależy na efekcie cieplarnianym i podniesieniu poziomu mórz? A my baliśmy się karaluchów! Ukwiały od dawna próbowały nami sterować! Czy wiedzą państwo jak zginęła królowa angielska Elżbieta I? Udusiła się ukwiałem! To się ukrywa! Jedni ukrywają, bo boją się ośmieszenia. Ukwiał? Takie to małe, niepozorne, od dzieciństwa nas zresztą, proszę państwa, przyzwyczajają, stułbie każą hodować! Inni wiedzą, ale sami już ukwiałem podeszli, mają polipy w nosie!

Proszę państwa, a ten sprzedawca ze spożywczego na rogu? Zawał w beczce ze śledziami! Ale na dnie tej beczki był ukwiał. Policja nic nie znalazła, bo zdążył przeleźć do sąsiedniej, z ogórkami kiszonymi. Proszę państwa, one przystosowały się i zamieszkały w rurach z ciepłą wodą! Same sitka na kranach nie starczą, ich czułki sięgną wszędzie! Proszę państwa, trzeba zrezygnować z elektrociepłowni i założyć piecyki gazowe!



Jesienny wiersz (1997 albo 1998)




Idę rano przez Pole Mokotowskie
i wpadam natychmiast w jesień
- w kojący stereotyp:
żółtych mokrych liści/ zimnego deszczu/ przebłysku słońca/ opowieści o chmurze

niesie mnie ścieżka przykleja do ziemi
i słyszę wszystkie moje październiki
mówią szeleszczą „bądź tutaj
nie odchodź”






15:05, panpaniscus , Wspomnienia
Link Komentarze (1) »
Jesienny wiersz (2000 albo trochę wcześniej)
Właściwie to piosenka, ale
nie umiem zapisać melodii:



Biegnę przez park
październik rozpina mi płaszcz
odrastam jesienią
żółtymi liścmi odrastam
słońce plami mi kark niezmywalnie
odrastam jesienią żółtymi liścmi odrastam
nieodwołalnie




piątek, 04 sierpnia 2006
Do czego tesknie
W ogrodzie botanicznym - czuje mocny zapach ziol, przypalonych upalnym lipcem. Jak bardzo tesknie do przedzierania sie przez lake, po pas, po pachy w pachnacych trawach i ostach. Nawet do morderczej kosowki czy karlowatych brzozek. Do spokojnej wedrowki, ze swiadomoscia, ze wieczorem ugotujemy na ognisku cos do jedzenia, moze dorzucimy grzyby zebrane po drodze, moze wczesniej popasiemy sie na malinach czy jezynach. W wersji rosyjskiej najpierw kisiel, potem gesta zupa.
Koledzy z pracy wybieraja sie na weekend w gory do Szwecji, rozmawiamy o namiotach.
Albo chocby po prostu na takiej prawdziwej wsi, boso po rzysku, kurz z siana i pyl z drogi osiadaja na skorze- jak okropnie potem swedzi, kiedy czloiek zanurza sie w wodzie i splukuje z siebie dzien. Wisnie prosto z drzewa.
To gdzie ja mam to zycie sobie zasnuc. Jak, zeby nie ogladac sie wciaz wstecz.

 
1 , 2