o tym, jak idę
środa, 08 stycznia 2014
Deszcz pada

 Codziennie rano, przed południem, czasem wieczorem no i w nocy. Nie zwiększa to mojej motywacji, gdy jeszcze po ciemku wyprowadzam rower z garażu. W dodatku muszę wychodzić wcześniej, bo rzeczka rozlała i nie jestem w stanie jeździć skrótem przez park. Pół parkingu przed kinem jest już pod wodą. Nieczynne są też światła na ogromnym rondzie obok. Powoduje to chaos wśród samochodów i umieszcza moją duszę na ramieniu, gdy muszę tam przejść przez ulicę. Co ciekawe, latarnie na zalanym parkingu dalej działają - po nerwowym przebiegnięciu przez ulicę mogę koić rozdygotane nerwy figlarną grą świateł na delikatnych falach nowego jeziora.

21:39, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Ciąg dalszy naiwnych rozważań


Dlaczego tak bardzo uwiera niesprawiedliwość społeczna tu, w UK?

Czy dlatego, że w DE żyliśmy w wieży z kości słoniowej, bezpiecznym bąbelku wujka Maksa? Czy dlatego, że jednak tam było sprawiedliwiej - w moim pojęciu, a przede wszystkim, choć oszczędnie, to dostatnio i porządnie, no i byliśmy bardziej wrośnięci w lokalną społeczność, ona sama wydawała się zdrowsza i bardziej zwarta? Bo segregowanie śmieci, oszczędzanie energii, równouprawnienie dawały iluzję, że jest nadzieja dla tego świata? Bo miernie zainteresowani, a językowo odizolowani, nie uczestniczyliśmy nawet biernie w polityce? Dlatego, że tam spotykaliśmy ludzi, którzy starali się zmniejszać te niesprawiedliwości?

A może za dużo się spodziewaliśmy po "tutaj"?

Dlaczego nie uwierała tak w Polsce? Polsce, która ma głównie dziki i pazerny kapitalizm, rozwarstwienie społeczne rosnące w zastraszającym tempie i społeczne przyzwolenie na gardzenie ludźmi, którzy mniej zarabiają/są mniej wykształceni. Czy może byłam tam beneficjantką systemu nierowności?

Do pewnego stopnia tylko, bo co prawda w rodzinie kolejne pokolenie na studiach, ale już nie jedna "ze swoich", gdy robiłam doktorat. Byliśmy biedni, kiedy chodziłam do początkowych klas podstawówki - dostawałam zapomogę socjalną - ale moi rodzice wydawali ją na moje lekcje obcego języka. Mieli ten pomysł; byli w stanie dać mi książki, rozmawiać ze mną o świecie itp.

Studiowanie było czymś oczywistym, pamiętam swój niepokój sześciolatki, czy ja muszę skończyć i uniwersytet i politechnikę. Z drugiej strony był to świat na głowie, studia nie gwarantowały lepiej płatnej pracy, wręcz przeciwnie.

Ale zdaję sobie sprawę, że wiele nierówności jest dla mnie teraz albo było do niedawna przezroczyste, bo wyrastałam w świecie, w którym były naturalne.

Polsce jestem w stanie o wiele więcej wybaczyć - ma taką a nie inną historię, niedawno dopiero zaczęła ten kapitalizm, jest biednym krajem w porównaniu z UK.

20:47, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 stycznia 2014
Powołano komitet

Dedykuję wszystkim "tutejszym", co jak ja czasem nie dojechali do pracy, gdy temperatura w nocy spadła do -7,  albo musieli zaopiekować się dzieckiem, któremu zamknięto szkołę z powodu 15 cm śniegu.

Gazeta pociągowa (Evening Standard, londyńska edycja). Artykuł o tym, że kierujący lotniskiem w Gatwick mają się tłumaczyć przez parlamentarzystom z wigilijnego chaosu na lotnisku w Gatwick (ci biedni ludzie, co  zapłacili za bilety na samolot kilkakrotną wartość normalnych (bo święta!), a potem nigdzie nie polecieli z powodu deszczu).  "It emerged as the commitee published a report warning that Britain needs to improve its defences against winter snow and storms that disrupt railways, roads and air travel".

Współpasażerka kilka rzędów dalej rozmawiała przez telefon: "ludzie wolą ignorować zmianę klimatu, a mają ją przed oczami".

Moje postanowienie noworoczne: wreszcie zdobędę się na śmiałość i kiedy spotkam samochód czekający przed szkołą/przedszkolem z włączonym silnikiem, poproszę o zgaszenie. Mam na to ochotę od dawna a nie robię.Może do tego mała ulotka o oszczędzaniu energii? W tym kraju (ulubiona fraza wielu Brytyjczyków) ponoć kiedyś ustawiano sygnały świetlne na skrzyżowaniach tak, by samochody jak najwięcej paliły, a koncerny paliwowe zwiększały zyski. Wiadomość z trzeciej ręki (choć wiarygodnej), ale jestem w stanie uwierzyć - sprawdzę.



13:36, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 stycznia 2014
Wystawa Paula Klee w Tate Modern

Korzystając z chwilowej wolności poszłam wreszcie do Tate Modern.

Muszę wrócić, bo zamiast oglądać stałą ekspozycję poszłam na wystawę Paula Klee. I byłam tak pełna, że poszłam do domu. Znałam go z kilku repodukcji - nie miałam pojęcia, jak bardzo różnorodnie tworzył. Nie potrafię powiedzieć, czy znam się na sztuce - trochę widziałam, , w okresie licealnym regularnie na wystawy itd. Podstawowe nazwiska i trendy kojarzę. Ale myślę, że to polega na wewnętrznym odczuciu, które we mnie powstaje, gdy coś oglądam - niemal każdy obraz Paula Klee wzięłabym chętnie na zawsze. 

A tu do pooglądania - kilka dziś widziałam. Są małe, zwykle nie większe niż A3/A2.

23:48, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 stycznia 2014
Dlaczego w lewo - i w jakie lewo

Po trzech tygodniach pracy w korporacji (na stanowisku mało korporacyjnym) wykrystalizował mi się obraz, jakie reguły nią rządzą. Pozbywanie się wszelkich zobowiązań których da się uniknąć oraz odpowiedzialności za cokolwiek. Jeśli szef pyta, czy wolisz czerwone czy białe, to póki nie znasz jego preferencji, jednym tchem mówisz, że uwielbiasz białe, ale czerwone też niczego sobie. Gdy się wypowie, gorąco zapewniasz że właśnie sądzisz tak jak on. Starasz się pozbyć wszelkiej konkretnej pracy, za to piszesz raport z jej wykonania. Na wszystko, co mogłoby spowodować obciążenie cię odpowiedzialnością, zdobywasz pisemny dowód wyparcia się jej. Spychotechnika i dupokrycie.

A teraz czytam książkę o tym. Moral mazes (Robert Jackall), wydana po raz pierwszy ponad 20 lat temu. O moralności menedżerow. Bardzo dużo da się streścić w dwóch powyższych słowach.  Jeszcze: doraźne cele, krótki horyzont czasowy. I PR wszystkiego.Rozumiem, że w pewnym stopniu dotyczy to każdej biurokracji, oczywiście też państwowej. Ale szczególnie szkodliwy ten sposób myślenia i działania jest dla instytucji, które powinny planować i działać długoterminowo, na przykład NFZ/NHS. W gruncie rzeczy biurokracja korporacyjna, jaką opisuje Jackall, jest w dużej mierze podobna do polityki - horyzont czasowy równie krótki (następne wybory a w korporacji opisywana przez niego strategia uciekania do przodu, by nie dotrwać do skutków swoich długoterminowo błędnych a krótkoterminowo korzystnych decyzji).

I to bardzo do mnie trafia, w moje krystalizujące się mocne poczucie, że nieważne jaki ustrój, sedno jest to samo: nieracjonalne (w sensie: dyktowane ideologią/krótkoterminowymi zyskami decydentów, a nie rzetelną analizą) decyzje, wszechobecne sprzedawanie ideologii. W kapitalizmie jest to dużo lepiej ukryte, rozsiane po firmach, które sprzedają różne - czasem sprzeczne - kawałki  ideologii; dużo trudniejsze przez swoje rozdrobnienie i wszechobecność do wykrycia. Wyzysk i sponiewieranie takie samo, może gorsze - choć jest kolorowa telewizja i kolorowe ubrania w sklepie, nie tylko wódka, żeby się znieczulić.

Ja nie wiem, to chyba nie jest tradcyjne "lewo". Bo w socjalizm/komunizm w stylu bloku wschodniego czy jeszcze dalej na wschód, nie wierzę. A przepaści społeczne i krótkoterminowość uwierają okropnie. Najbliżej do Skandynawii. Przenieść się do Uppsali motywując to tym, że to najmniej przeokropny system?

22:46, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »