o tym, jak idę
środa, 15 stycznia 2014
Uch


Wody opadły. Parking przed kinem wyłonił się lekko użyźniony, parkowe alejki pachną rybą. Codzienna trasa rowerowa skróciła się o 1.5 km.Za to mnie zalała fala bezsilnej wściekłości, gdy wczoraj spóźniłam się na pociąg. Byłam koło stacji o czasie, ale maszyna biletowa - prawdopodobnie z powodu lekkiego przygruntowego przymrozku - sprzedawała mi bilet przez 4 zamiast 1 minuty. Olałabym maszynę i kupiła bilet u konduktora, gdyby nie zegar na niej - kiedy patrzyłam na odjeżdżający pociąg, zrozumiałam, że późni się o te dwie minuty, których mi zabrakło. 

To wczoraj. Dziś naprawdę spóźniłam się na pociąg - w sensie z własnej winy.

Przemyśliwam nad przeniesieniem się na jakąś sensowniejszą platformę, niż przaśny blox. Ale wtedy muszę skopiować tutejszą zawartość i to mnie powstrzymuje.

Ale - chyba znalazłam sposób. Powiadomię.

 

 

 

19:13, panpaniscus
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Niektórym ko­bietom nie wys­tar­cza bu­kiet róż, chcą, żeby mężczyźni tym różom zmieniali jeszcze wodę

Z inspiracji Fidrygauki/Czarnego Pieprzu (via Kaczka

 

To chyba tam i wtedy, jeszcze o tym nie wiedząc, staliśmy się. Dawno temu. Pamiętasz, IKEA miała sklep w Alejach Jerozolimskich, jechaliśmy do niego tramwajem - takim z kwadratowym pyskiem, zawsze wolałam te z okrągłym. No więc jechaliśmy, miło podnieceni własnym towarzystwem, jeszcze bardziej podświadomie niż świadomie, w każdym razie ja. Chciałam kupić talerze do domu, a tobie było po drodze, a rozmawiało się tak miło. Trudno, żeby nie było po drodze, wyobrażasz to sobie, IKEA miała sklep w centrum Warszawy. Pewnie pamiętamy to lepiej niż znajomi z Warszawy, bo nabywanym co pół roku krótkim migawkom trudniej zastąpić wyryty latami obraz, niż codziennemu zauważaniu mimochodem.

Więc byliśmy w tym sklepie. Wybrałam komplet fajansowych talerzy w niebieski szlaczek. Jeszcze mamy dwa głębokie, za rzadko jadamy zupy? Ty kupiłeś wazonik, taki z prostego szkła, bardziej chyba żeby usprawiedliwić przed sobą i przede mną wizytę w sklepie niż z potrzeby.
Dwa miesiące później dostałam od Ciebie w tym wazonie przewiązane prostą rafią purpurowe tulipany. Na urodziny. 
A potem zaczęłam sobie pozwalać na Ciebie. A potem wpadłam głową, sercem i wszystkim. 
Wspominałeś tamte zakupy - że uświadomiłeś sobie, że tak bardzo i całym sobą i nieodwołalnie chcesz ze mną kupować talerze, niespodziewanie dla samego siebie chcesz być ze mną tak na serio, tak na zawsze. Dlatego myślę, że tam i wtedy.
Byłeś pierwszym mężczyzną, od którego lubiłam dostawać kwiaty. Nie tylko dlatego, że twoja kwiaciarka na rogu układała wyjątkowo proste, bezpretensjonalne bukiety, które kojarzyły mi się z Tobą. Że dawałeś je dla radości dawania i dla ich piękna i dlatego, że  zasługiwałam na wszystkie cuda tego świata. Też dlatego, że jeszcze zanim zamieszkaliśmy razem, razem zmywaliśmy te talerze z niebieskim szlaczkiem, gotowałeś dla nas kolacje i zmieniałeś wodę tulipanom, narcyzom i różom. Byliśmy przyjaciółmi, zupełnie pełnymi zachwytu tą drugą osobą. 

To było tyle śmierci, narodzin, trzęsień ziemi temu. Tamto poczucie, że jeszcze tylu rzeczy nie robiliśmy razem, że tyle do odkrywania i do przeżycia dla Nas. 
Teraz kwiaty czasem kupujesz Ty, czasem ja. Czasem gotuję obiad ja, czasem Ty. Piorę raczej ja, kubeł po śmieciach myjesz raczej Ty. Dzieci Ty wyprawiasz do szkoły, ja odbieram. 

Dalej nie wiem, skąd się wziąłeś - z jakiej srebrnej gwiazdy. Podejrzewam, że to ja musiałam się wziąć - że dopóki nie zauważyłam, co dla mnie jest ważne, to byłeś dla mnie kompletnie nieinteresujący. Dopóki nie dotarło do mnie, że chcę i róże, i świeżą wodę w wazonie.
21:47, panpaniscus
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 stycznia 2014
Rachunki

Jeśli by wziąć ludzkość jako gatunek i zsumować wszystkie pozytywne uczucia, których doznajemy - proste, jak zaspokojenie głodu, bardziej skomplikowane, jak radość z dobrze wykonanej pracy - i podobną rzecz przeprowadzić z negatywnymi odczuciami: która suma byłaby większa?

Jak by się to zmieniało przez pokolenia? Patrząc na obiektywne wskaźniki: zdrowie, stopień nakarmienia, prognozowaną długość życia - średni człowiek ma się dziś najlepiej z całej naszej historii. Patrząc na subiektywne odczuwanie - nie sądzę, by było lepiej.

19:34, panpaniscus
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 stycznia 2014

Książka, którą przeczytałam w ePublio, po czym wykupiłam cały nakład papierowy dostępny w osiedlowej księgarni na prezenty : Internet - czas się bać. Wojciech Orliński czasem pisuje interesujące rzeczy, choć często mnie potwornie drażni swoim zblazowanym negatywnym podejściem "nicsięniedazrobićajaumiemztegokpićlepiejniżinni"i jeszcze paroma innymi rzeczami. Ale tu bardzo sprawnie opisuje to, że nie tylko staliśmy się towarem, nieopłacanymi generatorami kontentu dla firm internetowych, ale i kształtują one naszą wiedzę o świecie w stopniu, którego na codzień nawet nie podejrzewamy. Kontrolują nas i inwigilują, a my się na to godzimy.

Pokłosie: zainstalowałam DuckduckGo, przeglądarkę, która nie skrzywia mojego wyszukiwania w stronę poprzednich poszukiwań.

22:26, panpaniscus
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 stycznia 2014
Do zapamiętania i używania

Parę wpisów temu pokazałam mimochodem fantastyczne narzędzie. To Google Cultural Institute, który udostępnia wysokiej rozdzielczości zdjęcia dzieł sztuki, historycznych zdjęć itd. wybranych przez zaproszone do udziału w programie muzea i galerie.  Z prezentowanych zdjęć można tworzyć i upubliczniać własne galerie. Duża rozdzielczość plus możliwość powiększenia obrazu pozwalają przyjrzeć się dziełom lepiej niż to możliwe w wielu muzeach; choć kolory niestety oczywiście nie dorównują zwykle oryginałom.

11:43, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 85