o tym, jak idę
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Wyssane z mlekiem matki

Ulubiona gra moich dzieci to "Kolejka". Starsza samoistnie opanowała strategię ustawiania się do sklepu z najkrótszą kolejką i wymiany towarów na bazarze. Kiedy przyjdzie dostawa do sklepu RTV-AGD, z błyskiem w oku chwyta radiomagnetofon (dziecko, pierwszy pojawił się u mnie w domu jak miałam 11 lat - może dlatego dosć długo byłam przekonana, że nie mam słuchu).

Młodsza dowozi towar do sklepów i koniecznie chce kupować ser, choć powinna szampon.

 Z wypiekami na twarzach słuchają opowieści o kilkugodzinnej kolejce po mandarynki (które okazały się małymi zielonymi kulkami), wymyślają co by odpowiedziały bezczelnej babie, która się upierała, że "te dziewczynki tu nie stały" w kolejce po mięso. O zeszytach z papieru pakowego, przygotowywanych przez rodziców.   

Czasem nie do uwierzenia - codzienny heroizm życia wtedy. A czasem tak okropnie bym się zamineniła na miejsca, oni wtedy mogli całym sercem wierzyć i wiedzieli, że gdzieś JEST lepszy świat. 

20:34, panpaniscus
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 stycznia 2014
Papuga

Gramy w Komma Lika (albo raczej moją osobistą wersję, zerżniętą ideologicznie z oryginału).

Ułożyliśmy piękną czterokolorową papugę. Komma lika to gra, w której członkowie rodziny zdobywają punkty (za zaprowadzenie do przedszkola/umycie zębów/posłanie łóżka itd.). Punktacja jest  dla poszczególnych osób. Gra się ze sobą, a nie przeciwko sobie, inaczej: nie ścigamy się na ilość punktów między sobą, a raczej chcemy razem ułożyć kolorowy wzor. Zasady gospodarki rynkowej są nieubłagane: gdy dzieci za schowanie zawartości suszarki do szafki dstają 2 punkty, a ty 0, to masz większą motywację, by je do tego namawiać.

Zaczęliśmy grać głównie dlatego, żeby je bardziej angażować - tyle łatwiej i szybciej jest zrobić coś samemu niż się wykłócać i upierać. A tak, to w poprzednią sobotę mogliśmy leżeć i pachnieć, a w tygodniu młodsza przychodziła "to co ja mamo mogę zrobić". Nie mam złudzeń, że będzie działało wiecznie albo choć długo. Ale pewne nawyki mam nadzieję pozostaną.

Drugi powód, to mój wewnętrzny niepokój. Że K. robi w domu więcej niż ja. Poniekąd tak jest - w dni, kiedy dojeżdżam do pracy, bije mnie (może nie na głowę, ale jednak). W te, kiedy nie - jest po równo mniej więcej. Nadrabiam weekendem.

15:02, panpaniscus
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 stycznia 2014
Co zrobiliśmy psom

przez ostatnie sto lat. Czyli jak w imię czystości rasowej zrobiliśmy kaleki z w miarę funkcjonujących zwierząt.

A u Migg trochę o tym, skąd się tak rozmaite rasy wzięły

20:25, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Jurek Owsiak

Podczas porannej prasówki - wywiad z Jurkiem Owsiakiem. Jeśli mam  w ogóle jakieś autorytety, to on jest jednym z nich.

Zaczęłam pisać bardzo szczegółowo poniżej dlaczego - ale raczej napiszę za całokształt. Bo  jeśliby robić ten rachunek dobrych i złych uczuć, to on jest gigantyczną liczbą dodatnią. Za to co Fundacja robi dla dzieci i innych beneficjentów, za to co robi dla wolontariuszy, za DWUDZIESTY DRUGI finał. Za to że wymusił dużo wyższe standardy opieki medycznej w wielu dziedzinach (najbliższy sercu - cukrzyca typu I).  Za to, że przy całym czarnym PR jaki robią mu niektóre kręgi, on działa według zasady "zło dobrem zwyciężaj".

 

O i jeszcze jedno - szczegółowo o finansach WOŚP.

12:46, panpaniscus
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 stycznia 2014
Kanon lektur szkolnych

Z serii: wspomnienia z młodości.
Dlaczego tyle o heroicznych wyborach w walce o ojczyznę a nic o dramacie rozkroku między rodziną a samorealizacją? O presji otoczenia, o rozdźwięku między idealizacjami  kobiet/mężczyzn a  prawdziwymi ludźmi. O odrywaniu się od schematów przekazanych przez rodziców i otoczenie. O nabywaniu własnej wiedzy i własnego sądu o świecie.


Może to tylko moja polonistka (specyficzna osoba, romantyczna aż do bólu - wszystko by nie dotrzeć do "przerabiania" Szewców czy Gombrowicza). Zawsze były wielkie tragedie i pytania przez duże P a zwłaszcza zaplątane w Historię i Heroizm. Tymczasem dla mnie największym heroizmem jest codzienne życie. 


Ale, bo to na palcach jednej ręki: "Nad Niemnem", "Noce i dnie", "Granica". Jeszcze Zapolska. Z drugiej strony, właśnie do mnie dotarło - że ze starszej polskiej literatury to jedyne pozycje (odjąć Nad Niemnem), prócz Prusa i Reymonta, do których chętnie wracam i wracałam*.

Utopijnie mi się marzy taka szkoła,  w której literatura ma przygotowywać do życia - pokazywać, jak ludzie sobie w nim radzą, uświadamiać, że jesteśmy takimi samymi ludźmi jak ci, co żyli tysiąc lat temu i my wtedy, a oni teraz - byłoby tak samo. I przełożenie tych literaturowych dramatów na nasze codzienne życie.

Może tak bywa. Może miałam pecha. Może to niemądry pomysł - bo jakże to tak, a poza tym ideologicznie może być ślisko. Nie wiem. 

 

 

*Jeszcze Pan Tadeusz, choć to bardziej chyba kwestia wspomnień z dzieciństwa. To była w większości niezrozumiała ale magiczna książka - bo dziadek znał ją na pamięć (nauczył się w niewoli) i po podaniu dwu linijek tekstu kontynuował - rzecz nie do ogranięcia dla mnie wtedy. Dziś, kiedy polatach nie używania potrafię recytować modlitwy albo śpiewać Kaczmaskiego, lepiej rozumiem. A Pana Tadeusza chętnie smakuję.

14:39, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 85