o tym, jak idę
sobota, 21 października 2006
Rozdział I: niezasłużony szacunek.
Dawkins odnosi się tu do powszechnie przyjmowanego założenia - milczącej umowy wierzących i niewierzących - że religia to oszar, który nalezy chronić, a obraza uczuć religijnych jest dalece gorsza niż obraza przekonań politycznych czy poglądów na ekonomię. Podaje przykłady odmiennego traktowania osób uchylajacych sie od służby wojskowej ze względów religijnych i ze względu na niereligijny światopogląd.
Wspomina o nadreprezentacji przedstawicieli różnych religii we wpływowych komisjach i w publicznych dyskusjach na tematy związane z seksem i reprodukcją - gdy bardziej by się w nich przydali filozof moralności, lekarz czy prawnik.
Przytacza przykłady, jak wyjęcie w Nowym Meksyku członków pewnego kosciołu spod zakazu sporządzania i spozywania narkotyków - gdyż wierzą oni w to, ze pomaga im sie to porozumiewać z Bogiem. Dla kontrastu przypomina, że mimo udowodnionego w wielu badaniach łagodzącego wpływu pochodnych konopii na przebieg chemoterapii, ich użycie w tym wypadku zostało explicite zakazane przez ten sam Sąd Najwyższy USA.
Pisze o Salmanie Rushdim - przesladowanym za obrazę islamu - i o chrzescijańskich grupach, które na uniwersyteckich kampusach walczą na drodze sadowej z władzami uniwersyteckimi - podając je do sadu za wprowadzanie zakazu przesladowania homoseksualistów. Rodzice dwunastolatka z Ohio wygrali w procesie ze szkołą jego prawo do noszenia w szkole T-shirtu z napisem "Homoseksualizm to grzech, Islam to kłamstwo, aborcja to morderstwo. niektóre kestie sa po prostu biało-czarne". Rodzice uzyli argumentu, ze napis wyraza przekonania religijne ich rodziny.
Wreszcie odnosi się do niedawnej historii z karykaturami Mahometa (tej, w której nasze moherowe berety odnalazły się po własciwej, fundamentalistycznej stronie). Nie znałam szczegółów, a sprawa wydaje się coraz ciekawsza.
We wrzesniu 2005 duńska gazeta opublikowała dwanaście karykatur przedtawiających proroka Mahometa. W ciagu kolejnych kilku miesięcy niewielka grupa duńskich muzułman, inspirowana przez dwóch imamów (uchodźców, którzy się schronili w Danii), dzieliła się swym oburzeniem ze społecznościami islamskimi na całym świecie. Pod koniec 2005 owi uchodźcy zawiexli do Egiptu dossier, które rozpropagowano później w całym świecie islamskim - w tym w Indonezji. Dossier zawierało fałszywe informacje o złym traktowaniu muzułmanow w Danii, jak również o tym, że duńska gazeta jest rządowa. Było w nim tez owe 12 karykatur, do ktorych w tajemniczych okoliczn osciach dołączono trzy kolejne obrazki. Te nie miały nic wspólnego z Danią, były natomiast rzeczywiscie obraźliwe - lub mogłyby byc tak odebrane, gdyby przedstawaiały Mahometa. Czy go przedstawiały... Jeden z nich był zdjęciem brodatego mężczyzny ze świnkim ryjkiem na gumce - zdjecie jednej z agencji prasowych, przedstawiajace zawodnika w wiejskim konkursie "kwiczenia jak świnia".
Podczas demonstracji w Pakistanie i Indonezji palono duńskie flagi, rządano oficjalnych przeprosin od duńskiego rządu, obrzucano smieciami konsulaty i ambasady, wprowadzono bojkot dunskich produktów, grozono Duńczykom i ogólnie ludziom z Zachodu, spalono chrześcijańskie kościoły (nie mające związków z Danią ani Europą) w Pakistanie.
Podczas zamieszek w Libanie dziewięc osób zginęło, gdy zaatakowano i spalono włoską ambasadę. Pakistański imam, nieswiadomy tego, że karykaturzystów było dwunastu, a wśród oryginalnych karykatur nie było tych, które muzułmanie uznali za naprawdę obraźliwe, ogłosił nagrodę 1 mln $ za głowę autora obrazków. W Nigerii muzułmanie spalili kilka kosciołów chrześcijańskich i zasiekli maczetami kilku chrześcijan (czarnych) na ulicach. Jednego włozyli do straej opony, polali benzyna i podpalili. W UK sfotografowano demonstrantow z hasłami " zniszczyc tych, co znieważaja islam", "zarżnąć wysmiewców islamu", "Europo, zapłacisz: zniszczenie nadchodzi" i - moje ulubione - "zabić tych, którzy mówia, że Islam to religia przemocy".
Umiarkowany w pogladach brytyjski imam stwierdza, że śmierć to za mało dla Salmana Rushdiego.
Dawkins stwierdza, że nie jest zwolennikiem urażania czy obrazania kogokolwiek dla samego obrażania, natomiast jest pod wrażeniem niezwykłego uprzywilejownia , jakie ma religia pod tym względem w świeckich społeczeństwach Zachodu. Politycy nie obrazają się na swoje niewybredne karykatury (ech, Polsko, jednak blizej ci do dzieci proroka...) i nie wybuchają zamieszki w ich obronie. Przytacza słowa HL Menckena: "Powinniśmy szanować religię znajomego, ale tylko w tym znaczeniu i do tego stopnia, co jego teorię, że jego żona jest piekna, a dzieci mądre".

Rozdział I: Głęboko religijny niewierzący

W tym rozdziale Dawkins wprowadza pojęcie religii ensteinowskiej. Przeciwstawia ją religiom odwołujacym się do zjawisk nadprzyrodzonych. Religia ensteinowska to zachwycenie światem, ale bez odwoływania się do osobowego boga. Dawkins cytuje Einsteina:

To, co można przeczytać o moich religijnych przekonaniach, to oczywiście kłamstwo, kłamstwo systematycznie powtarzane. Nie wierzę w osobowego Boga; nigdy nie zaprzeczałem temu, że w niego nie wierzę, i jasno to stwierdzałem. Jesli jest we mnie część, którą mozna nazwać religijną, to jest to nieograniczony podziw dla tego, jak zbudowany jest nasz świat, na tyle, na ile nasza nauka moze to odkryć.

Inne cytaty z Einsteina:

Nie potrafię sobie wyobrazić Boga, który karze i nagradza stworzone przez siebie istoty i którego zamiary wzorowane są na ludzkich – słowem – Boga, który jest odbiciem ludzkich ułomności. Nie wierzę też, by człowiek mógł przetrwać po śmierci swego ciała, choć ludzie słabego ducha wierzą w takie rzeczy, kierowani strachem lub pożałowania godnym egotyzmem.

Jestem głęboko wierzącym ateistą.

Nigdy nie sugerowałem, by Przyroda miała sens czy cel, ani cokolwiek, co można podobnie antropomorficznie rozumieć. Moje doznania mają naturę religijną w tym sensie, iż jestem świadomy, że umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by głębiej wniknąć w harmonię Wszechświata, którą nazywamy „prawami natury”, a to musi w myślacej osobie budzić pokorę. Jest to prawdziwie religijne uczucie, które nie ma nic wspólnego z mistycyzmem.

Dawkins wprowadza to rozróżnienie na religię ensteinowską i nadprzyrodzoną, ponieważ religia ensteinowska nie kłóci się z naukowym wyjaśnianianiem zjawisk przyrodniczych, nie wymaga od swoich wyznawców nietolerancji i nie o niej traktuje "The God Delusion".
The God Delusion
Ponieważ książka, jesli w ogóle się w Polsce ukaże, to nieprędko, a dla mnie jest ważna, postanowiłam streścić kolejne rozdziały.
czwartek, 19 października 2006
Zdecydować się
Życie w zawieszeniu, na  niby. Niby nie na niby, ale na niby, bez  ukorzeniania, bez zbytniego oswajania okolicy. Bez nadmiernego inwestowania siebie. W oczekiwaniu na ten wlasciwy czas - wtedy zacznie się naprawdę żyć, intensywnie i będzie się robić to i tamto, wreszcie...A kiedy nadejdzie to wreszcie, czy będziemy umieli?
Czyli: wracać, bo tam umiem mieć w garści to, co istotne.

Zęby
Po pierwsze, kolejne zęby zbliżają się do powierzchni. Ula dziś nic nie chciała jeść, caly dzień płacze, zasnęła na chwilę koło 13 i teraz dopiero po raz drugi.
Chyba powinnam ja obudzić, żeby w nocy spała. A może to reakcja na wyjazd taty - niby zwykle K. dopiero o tej porze wraca z pracy, ale może dzidziuś wyczuł, że dziś rano wybył na kilka dni.
Jestesmy same. Z mojego planu co to ja nie zrobię zostały strzępy -przynajmniej dzisiaj, jestem juz tak zmęczona psychicznie , że po prostu "misię nie chcę".
Więc może by tak notkę na blogu - co prawda nieco kaca moralnego po nawale emocji, która się tu ostatnio przetoczyła, zostało - ale kolejne wypowiedzi wiceministra Orzechowskiego uświęcają mój gniew;)


Za mną kolejna rozmowa o tym, dlaczego nie chcę ochrzcić mojej córki. To bardzo patowa sytuacja i bez możliwości prowadzenia dobrej dyskusji. Bo na moje pytanie "a co jej to da" słyszę: "możliwość wyboru". Osobliwie pojmowaną, moim zdaniem. Byłam kiedyś katoliczką i z grubsza wyobrażam sobie motywy, które kierują troskliwą Babcią. I wyobrażam sobie, że dialog tu jest niemożliwy - Babci motywacja pozostaje poza sferą racjonalnego myślenia, co Babcia doskonale wie; ponieważ nie chce przejść na inną plaszczyznę rozmowy, pozostaje jej frustracja wyładowywana na mnie. Przykro mi, że jej przykro.
Z jednej strony uważam, że dzieci w ogóle nie powinno się chrzcić - podejmuje się za nie decyzję, zobowiązanie. Z drugiej strony chrzest jest rytuałem społecznym - to z kolei punkt drugiej Babci - chętnie bym jakiś taki rytuał wejścia Uli sprawiła. Ale nie jej kosztem.

Dawkins opisuje w swojej książce mrożącą dziś krew w żyłach historię z XIXwiecznych Włoch. Żydowskiej rodzinie zabrano przemocą dziecko w imię jego prawa do wychowania w katolicyźmie. Ich synkiem, Edgardo Mortara, opiekowała się służąca katoliczka; kiedy dziecko było chore, ochrzciła je z wody. Później zwierzyła sie z tego - wiadomość dotarła do wladz kościelnych - i niewinnym ludziom zabrano dziecko, bo jak to być może, żeby katolickie dziecko wychowywali Żydzi. Naruszałoby to jego prawo do swobodnego wyznawania swojej wiary. Chłopca umieszczono w sierocińcu. Serce mi się kraje na myśl o nim, o jego rodzicach.

Nie żebym spodziewała sie podobnych konsekwencjji chrztu Uli;). Ale spodziewam sie, ze wtedy bedzie pretekst do pierwszej komunii, do zajęć z tej jednej religii itp. Dzieci przyjmują to, co im mówią dorośli w zasadzie bezkrytycznie - kto choć raz zajmował się zuchami, wie, co mam na myśli. I wyobrażam sobie, że ta dziecięca wiara to najprostszy sposób "pozyskania chrześcijanina". O ile trudniej nawrócić dorosłego, który żył bez wiary.

Poza wszystkim, pamietam jak bardzo się martwiłam jako dziecko o mojego biednego niewierzącego tatę, jak bardzo się o niego bałam, ze nie zazna zbawienia. I miałabym fundowć to samo mojej córeczce?!?!
Powtórzę za konserwatystami: to rodzice decyduja o wychowaniu dzieci.
18:20, panpaniscus
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2