o tym, jak idę
czwartek, 30 sierpnia 2007
O szczepionce MMR
To może po kolei - bedę się podpierać wiarygodnymi źródłami, bo, z całym szacunkiem, ale student medycyny dla mnie wiarygodnym źródłem nie jest. Może dlatego, że miałam z nimi zajęcia z immunologii i to hm... zróżnicowana populacja.

Powikłania - oczywiście, szczepionki wywołują powikłania. W przypadku MMR 5-15% dzieci reaguje gorączką na szczepienie. Z powodu wysokiej gorączki u 3 dzieci na 10000 występuą drgawki.Mniej niż 1 dziecko na 10000 ma reakcję anafilaktyczną. W mniej niż 1 przypadku na milion zdarza się zapalenie mózgu.

Ochrona. Szczepionkę podaje się w dwóch dawkach, po pierwszej 80% dzieci zyskuje odporność na wszystkie trzy choroby, po drugiej dawce ponad 99%. Ochrona starcza na całe życie.
Jak łatwo zauważyć, niektóre zaszczepione osoby zachorują. Jednak przebieg choroby jest u nich lżejszy, a te najgorsze powikłania, łacznie ze śmiercią, nie zdarzają się.

Choroby - ryzyko, które się podejmuje nie szczepiąc.
Wszystkie te trzy choroby są bardzo zaraźliwe.



Do czasu wprowadzenia szczepionek niemal wszyscy przechodzili odrę. Dziś co roku prawie milion dzieci UMIERA na odrę, a ponad 5,5 miliona doznaje przez nią stałego uszczerbku na zdrowiu.
W wysoce rozwiniętych krajach, z dobrą służba zdrowia, 1-3 dzieci na 1000 tych, które zachorowały na odrę, umiera. W krajach rozwijających się śmiertelność jest 100 razy wyższa.
Nie ma leków na odrę, kiedy już się na nią zachoruje.
Powikłania (te groźniejsze) to zapalenie płuc - 5% chorych, zapalenie mózgu - u 1 dziecka na 1000, często kończące się trwałym uszkodzeniem mózgu. Rzadkim powikłaniem - 1 na 10000 jest SSPE, uszkodzenie mózgu rozwijajace się powoli - 7-10 lat po chorobie - i kończące się śmiercią po kilku latach.
Szczepionka zawiera wirusa odry, ale jego specjalną odmianę, duzo łagodniej traktującą nasze neurony.

Świnka
Przed wprowadzeniem szczepionki  co roku około 0,15 populacji (na podst. USA)zapadało na świnkę. Powikłania:  zapalenie opon mózgowych (15% chorych), zapalenie i bolesne obrzmienie jąder i jajników, zapalenie trzustki (2-5%), w 1 przypadku na 10000 śmierć. Zapalenie jąder zdarza się u 20-50% mężczyzn przechodzących swinkę po okresie dojrzewania, może prowadzić do bezpłodności. U kobiet świnka również może obniżyć płodność - u 5% wystepuje zapalenie jajników.Jedna chora osoba na 2000 traci w wyniku świnki słuch, więcej osób dotyka jedynie pogorszenie słuchu.

Różyczka
Choroba jest zagrożeniem głównie dla kobiet w ciąży. Przed pojawieniem się szczepionki, podczas epidemii różyczki w USA (1963 - 1964) zachorowało 12 milionów osób. Wiele z nich to były kobiety z ciąży - ponad 11 000 płodów zmarło, około 20 000 dzieci urodziło się z wadami wrodzonymi wynikajacymi z działania wirusa. Kobieta, która zachoruje w pierwszym trymestrze ciąży, w 85% przypadków traci dziecko, albo rodzi się ono z ciężkimi uszkodzeniami.

Niezaszczepione dzieci, jesli zachorują, są dużym niebezpieczeństwem dla nieodpornych kobiet w ciąży - większość kobiet w ciąży zaraża się od swoich starszych dzieci. W tej chwili w Niemczech, ponieważ około 13% kobiet w wieku rozrodczym jest nieodporne na różyczkę, rodzi się rocznie około 50 dzieci z powikłaniami poróżyczkowymi. Powikłania to zaburzenia rozwoju oczu, uszu (prowadzace do ślepoty i głuchoty), wada serca, małogłowie i uszkodzenie mózgu, wada serca. Komplikacje pojawiają się też później, np. cukrzyca I typu. Najczęstsze powikłanie to ciężkie uszkodzenie słuchu.

źródła: głównie http://www.immunizationinfo.org/ , strona amerykańskiej organizacji pediatrów
broszura Info fur Eltern,
wikipedia wersja angielska

Oczywiście, w porównaniu z polio czy gruźlicą to są niezbyt groźne choroby, komplikacje są rzadkie. Z punktu widzenia medycyny społecznej bardzo kosztowne, bo jesli 1 dziecko na 1000 ma powikłania, a chorują wszystkie dzieci - to koszty są już duże. Jeśli mogę zapobiec tym chorobom - to wolę to zrobić; szansa groźnych powikłań jest dla mnie zbyt wysoka.

Myślę, że miano lekkich i niegroźnych mają głównie dlatego, że 100 lat temu, wobec innych chorób czychających na dzieci, przy ówczesnym poziomie medycyny, były stosunkowo niegroźne. Dziś te inne choroby są ujarzmione i relatywnie odra, swinka, różyczka stały się groźniejsze.
14:39, panpaniscus , MMR
Link Komentarze (9) »
środa, 29 sierpnia 2007
Szczepić - ależ oczywiście, że tak
Wczoraj byłam z Ulą po zaświadczenie do przedszkola - że jest zdrowa i może uczęszczać (swoją drogą, za wydanie takiego zaświadczenia trzeba płacić, kasa chorych tego nie finansuje; za to wszystkie leki dla dziecka na receptę są opłacone przez ubezpieczenie).

Przy okazji Ula dostała zaległa szczepionkę przeciw odrze, śwince, różyczce (osławione MMR). Pani doktor spytała się mnie, czy nie mam problemów z tą szczepionką - w Niemczech nie ma obowiązku szczepienia dzieci na zadne choroby (choć ponoć starają się to zmienić, bo koszty leczenia chorych i powikłań po chorobie są wysokie), a to najbardziej kontrowersyjna szczepionka.

Dawkins wspomina o tym problemie - rodzice boją się powikłań poszczepiennych, których istnienia nie udowodniono. Natomiast wiem dobrze, jakimi powikłaniami kończą się te choroby - mój dziadek po śwince dostał zapalenia opon mózgowych, na kilka dni stracił słuch i wzrok; słuch w jednym uchu mu już nie wrócił, no i do końca życia nosił okulary. Mam szczęście, że jestem na świecie, bo u chłopców powikłania świnki kończą się czasem bezpłodnością.

W Niemczech coraz więcej dzieci choruje na te trzy choroby - po prostu nie zaszczepiona grupa staje się rezerwuarem wirusa. Dużo trudniej zachorować, jesli się jest jednym nie zaszczepionym na sto, niż kiedy 1/3 nie przyjęła szczepionki.  Co ciekawe, ponieważ przed zjednoczeniem w NRD szczepionki były obowiązkowe, a w RFN nie, mają dobre dane o własnej populacji - ile osób zapadało na te choroby, ile osób cierpiało z powodu powikłań.
Wszystkie trzy choroby są wirusowe i nie ma skutecznych lekarstw, jesli się już zachoruje.

Zatem moje zdanie - szczepić!




14:28, panpaniscus , MMR
Link Komentarze (5) »
wtorek, 28 sierpnia 2007
Wrogowie rozumu
Dwa bardzo dobre programy o tym, jak racjonalne myślenie podejście do świata jest zagrożone w naszej zachodniej cywilizacji - która się na nim opiera. Odcinek pierwszy o paranormalnych widzeniu rzeczywistości - rozmowy ze zmarłymi, astrologia, wahadełko itp. I niezrównany Richard Dawkins.
Naprawdę nie mam genu wiary. Potrafię zrozumieć, czemu ludzie wierzą w te rzeczy. Nie potrafię zrozumieć, jak to robią.

Część druga - o alternatywnej medycynie, od leczenia kryształami, do leczenia wodą, czyli homeopatii.
piątek, 24 sierpnia 2007
Wart Pac pałaca...
..czyli trochę moich przemyśleń o związkach. Żadnego odkrywania Ameryki, obawiam się;). Zainspirowała mnie wcześniejsza dyskusja o żonach, mężach i kochankach, "list nastolatki" z Wysokich Obcasów, dookoła którego redakcja próbuje wywołać dysusję i własne retrospekcje.

Sądzę, że ludzie wchodza w związki i pozostaja w nich, aby zaspokoić swoje potrzeby. Rózne potrzeby, od potrzeby kochania, przez potrzebę posiadania, do potrzeby nie wyrózniania się.
Jeśli ktoś pozostaje w związku, to jakkolwiek zły, zdegenrowany i toksyczny ten związek z boku się wydaje - realizuje nadal jakieś potrzeby tej osoby.
Realizowanie owych potrzeb może nie mieć nic wspólnego z dobrem tej osoby. Istnienie tych potrzeb może byc tylko iluzją. Niemniej, jakąś "nagrodę" za pozostawanie w tym związku owa osoba dostaje. Może niszczącą, ale wzmacniającą pozytywnie jej zachowanie.
Czasem może byc tak, że tkwi sie w czymś przypominającym lokalne, bardzo lokalne maksimusm - poza ziązkiem jest być może o wiele lepiej, ale wyjście poza związek wymaga zapłacenia (być może iluzorycznej) ceny, która wydaje się za wysoka. Pewnie tak jest w związkach z przemocą, patologicznych.

W kazdym razie - dopóki ludzie są razem, coś ich w tym kręci. Nawet kiedy dla osoby z zewnątrz jest to związek anioła z potworem, to coś ten anioł jednak dostaje (może np. potwierdzenie swojej anielskości).

Myślę, że to ważna lekcja. Niestety, późno ją odrobiłam. Niestety, bo daje spojrzeć z perspektywą na swój własny związek.

Nastolatka skarży się w liście na chłopaka, który jest egoistą (objawia się to między innymi tym, że ją rzucił). I że inni tacy sami. To dlaczego weszła w związek z nim? Jak pisałam w komentarzach do poprzedniej dyskusji, trochę to przypomina narzekanie, że szpilki, które się kupiło jako buty wieczorowe, kiepsko sie nadają do gry w piłkę nożną.

Może powinnam uściślić, by uniknąć nadinterpretacji: nie uważam, że ta "anielska" strona ponosi odpowiedzialność za czyny drugiej strony - stosujący przemoc małżonek ponosi winę za swoje czyny, ale to, że związek trwa, to decyzja obydwojga.

Nastolatka, zmaiast sie użalać, powinna się zastanowić, co jest dla niej ważne i jakiego partnera potrzebuje w związku z tym. Być może trudno takiego znaleźć. Cokolwiek będzie mogła z tym zrobić w skali globalnie, jeśli zacznie wychowywać swoich synów dopiero. Doświadczyła na własnej skórze, że świat jest inny, iż by się chciało i trzeba budować, z tego, co jest - miast budować iluzje w oparciu o iluzje.

Może to w dużej mierze te ksiązki diabelskie, filmy - gdzie miłość zaczyna się romantyczną fascynacją i wszystko się układa jak po maśle, z ewentualnymi przerwami na dramatyczne spięcia. Gdzie starczy chciejstwo i ludzie zmieniają się jak pod dotknięciem różdżki.
15:07, panpaniscus
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 sierpnia 2007
Kolejny dzień
...nienajlepszego nastroju. Dziś łagodnie w miarę, po tym jak po raz kolejny zaczynam dochodzic do uniwersalnych wniosków. Ale muszę do nich dochodzić, czyli - mimo pracy na sobą nie mam ich zinternalizowanych. Może to znaczy, że nie potrafię do końca zrezygnować z ułudy, na którą pozwala nie przyjmowanie tych wniosków. Albo, że lata bałaganu w głowie wyżłobiły w moim mózgu rowki, które trudno zasypać, a łatwo wypłukać.
Słowem, jest nieźle - słodkie nieróbstwo i żona sekutnica a nie wpadanie w otchłań rozpaczy. I nawet niedotrzymanie kolejngo danego sobie terminu na ustalenie wizyt u lekarzy przeszło bez nadmiernego samobiczowania - może dlatego, że już kilka dni ćwiczę trochę, więc jest na czym się zaczepić, że jednak działam.
Jak często w podobnym nastroju, łażę i czytam po próżnicy. A to uznam się za naiwniaczkę-albo anioła, zależy jak patrzeć, bo nie przeglądam kieszeni męża ani nie sprawdzam jego telefonu, a to powzdycham nad naiwnością pani, która mieszka z rodzicami starajacymi się wychować jej męża po swojemu, a to poczytam flejmy o zdradzających, zdradzanych i tych trzecich.
No właśnie. Jedna z najbardziej zadziwiających dla mnie spraw - ta trzecia, kochanka, jest zwykle:
a) wyzywana
b) posądzana o najniższe (w rozumieniu piszącej, mogą to być zarówno seks jak i pieniądze) motywy
c) obwiniana o rozpad/kryzys związku
d) jest godna pogardy

Żona z kolei
a) nie rozumie męża i o niego nie dba
b) posądzana o najniższe (w rozumieniu piszącej, mogą to być zarówno seks jak i pieniądze) motywy
c) jest godna pogardy
(obwiniana o rozpad/kryzys związku też jest, no ale ona w tym związku uczestniczyła, zatem to rozumiem).

Jak widać, niewiele rózni kochankę od żony - i pewnie dobrze, żeby się obie nad tym zastanowiły.
To znaczy, ja rozumiem emocje zdradzanej osoby. Wydaje mi się, że rozumiem, bo znam ten trójkąt osobiście z każdej strony. To, co czułam jako ta zdradzana wobec tych trzecich było niezwykle silne, bardzo intensywne i bolesne. Ale to nie one podejmowały decyzję o zdradzie - ją podejmował mój partner. One nie były mi niczego winne, choc zupełnie nie mogłam znieść ich widoku. Oj rety, po co by mi był taki facet, bezwolna kukła, który jak po sznurku idzie za "tą zdzirą, co się do niego bezczelnie podwala".
Zastanawiam się intensywnie z czego to wynika, takie podejście.
Z braku szacunku do siebie i innych kobiet? I mężczyzn? Z potrzebą czucia się lepszą, z rozpaczliwych prób ratowania swojego wizerunku we własnych oczach?
Jeszcze jedno zdanie-wytrych, które doprowadza mnie do skrętu kiszek: "bo my kobiety musimy byc mądrzejsze i..." i tu następuje wywód jacy to mężczyźni głupi albo niezaradni albo leniwi albo cokolwiek.

Ten wpis łączy się mocno z poprzednim, ale juz za bardzo zasypiam, żeby to wyjaśnić, dla mnie to jak na dłoni w moim przedsennym delirium (onirycznym bym powiedziała, ale to już by było jak stróż w Boże Ciało).

23:46, panpaniscus
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2