o tym, jak idę
sobota, 25 lipca 2009
Udana niedziela po sądnym piątku
Właściwie piątek był sądny nie dla mnie, tylko dla K., który poszedł z nadkruszonym martwym zębem do dentystki. Pół godziny później dostałam SMS Będę później jeden ząb muszą mi usunąć a drugi zatruć. K.już na telefony nie odpowiadał, znieczulenie zaczęło działać. Okazało się, że - zgodnie z przepowiedniami naszego fantastycznego warszawskiego dentysty - popsuła mu się na amen ostatnia ósemka (to ten ząb do wyrwania) i przy okazji sąsiadka siódemka (to ten ząb do zatrucia).
K. był bardzo dzielny, ja bym chyba z krzykiem uciekła na perspektywę takiego poranka.
Dziś za to widzieliśmy, jak Ula mówiła momentami, gubiąc się między językami, "myszki":

Rauhautfledermaus (Pipistrellus nathusii) Karlik większy
Wasserfledermaus (Myotis daubentonii) Nocek rudy
Braune Langohr (Plecotus auritus) Gacek brunatny
Fransenfledermaus (Myotis nattereri) Nocek Natterera
Große Abendsegler (Nyctalus noctula) Borowiec wielki

"Myszki" mieszkają w specjalnych domkach dla nietoperzy - wiele typów wymyślił nieżyjący mąż naszej sąsiadki - oraz w budkach dla ptaków. W dzień śpią i to zupełnie niesamowite, zobaczyć taką grupkę futrzastych ssaków stłoczoną pod dachem budki.
W tych samych budkach gniazdują czasem sikory, rudziki i pełzacze - zebraliśmy niezłą kolekcję niewyklutych jajeczek ze starych gniazd, niestety większość zgniotła się po drodze. Jajeczka dużo mniejsze niż te czekoladowe, których Ula szukała na Wielkanoc w lesie.

A po powrocie poszłam pomagać w miodobraniu u pszczelarza-amatora. To było jak magdalenka Prousta - znajomy zapach miodu z woskiem, charakterystyczny brzęk pszczół zrzucanych z ramki, obła rączka widelca do odsklepiania w ręku, szum miodu spływającego po ścianach miodarki. Po chwili nawet odręczne pismo na przypiętych pinezkami w warsztacie karteczkach wyglądało jak pismo mojego dziadka (ale naprawdę jest podobne).

Mam prawdziwych niemieckich znajomych, tadam :)

Kiedy wróciłam, czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka - K. wywiercił nowonabytą wiertarką dziurę w suficie i na balkonie wreszcie wisi nasz bożonarodzeniowy prezent, hamak.

Jak ja stąd wyjadę, to nie wiem.

21:00, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009
Lato
W pełni, o czym świadczy mój ledwie zipiący po mieszance bób, kefir i czereśnie brzuch. Bo pogoda nie do końca, bywa nawet 22 stopnie, ale kilka razy dziennie pada. Nie trzeba podlewać, ale ślimaki mają znacznie ułatwione zadanie.

Czasu ciągle za mało - od powrotu z wakacji pracuję i na razie zadziwiająco bardzo mi się podoba. Również dlatego, że do pracy rowerem nad jeziorem sobie jadę. Ludzie bardzo fajni.

Dziś był ostatni dzień przedszkola, powrót 18 sierpnia do innej - porannej grupy. Wizja co zrobić z Ulą w międzyczasie nie do końca jasna.

Jutro jedziemy z sąsiadką na przegląd budek nietoperzowych. A po południu jestem umówiona jako pomocnik przy miodobraniu u nieco dalszego sąsiada, poznanego u nietoperzowej sąsiadki.

W środę opuścili nas goście - przyjaciele z 3 dzieci spędzili u nas kilkanaście dni. Było bardzo miło, zwłaszcza mi, bo K. ma dużo mniejsze potrzeby towarzyskie. Ostatni dzień wspominam okropnie, bo ostatniego wieczoru zrobiłam tylko jedną rozsądną rzecz - nie przyniosłam szampana z lodówki, poza tym wymieszałam wszystkie rodzaje alkoholu, które mieliśmy w domu. Obudziłam się jeszcze nie trzeźwa, no a potem samopoczucie miałam nienajlepsze. Poza tym goście udani, myślę też, że Uli bardzo dobrze zrobił kontakt z dziećmi mówiącymi po polsku. A mi z ich rodzicami :).

Chwilowo natomiast rokoszuję się ciszą, spokojem i brakiem gości ;).

Otworzyłam tydzień temu sezon kąpielowy i co wieczór pływałam w naszym jeziorze - ale w obliczu wiatru w twarz i deszczu w plecy niestety na razie przerwałam. Ale jest fantastycznie!!! Do dobrego zejścia do wody mamy 300m, korzystają z nigo w zasadzi tylko czasem sąsiedzi, więc wychodzi takie prywatne kąpielisko.

Jest mi nadspodziewanie dobrze i nie wiem, jak to zrobić, żeby to trwało - chyba by trzeba zostać w naszym nadwodnym mieście.
22:29, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Pilne odpowiedzi
... na zadawane googlowi pytania: tak,  ktos brał antydepresanty w ciąży i urodził zdrowe dziecko - ja co prawda nie brałam, ale wiem od psychiatry, że tak. W każdym razie lepiej nie przerywać zaczętego przed ciążą leczenia.

Nie wiem, czy pracując w wakacje mozna stracić stypendium socjalne - nie wiem jakie stypendium i gdzie, obstawiałabym, że zależy od dochodu na głowę w rodzinie.

Szczepionka mmr ii komplikacje po 6 latach - gorsze występują po 58.
22:25, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lipca 2009
Po wakacjach
Wczoraj wieczorem wrociliśmy z dwutygodniowego wypadu rowerowego. Pierwsze nasze przypominające "prawdziwe" wakacje z Ulą. Prawdziwe wakacje w naszym wydaniu to krew (wylewana z butów albo wysysana z nas przez komary), pot (na plecach, od plecaka) i łzy (z wzruszenia, że tak pięknie). Rowerowy wyjazd bardzo się udał, pokonywaliśmy dziennie 25-40 km, tak, że Uli w przyczepce specjalnie nie wytrzęsło, a i mieliśmy czas pobyć ze sobą. Było biwakowanie, trafiło się nawet jeden raz na dziko, gotowanie na palniku i spanie w śpiworze. Wiatr, słońce, deszcz (niedużo) i świeże powietrze (bardzo dużo).
Rugia to fantastyczne miejsce wakacyjne, urozmaicone wybrzeże, dużo ciekawych rzeczy do obejrzenia - kredowe klify, buczyna na nich, Prora, czyli dom wypoczynkowy dla 20 000 osób nad najpiękniejszą plażą Bałtyku budowany przez nazistowską organizację KdF. Bornholm to taka maleńka, intymna wyspa - trudno przez tydzień nie zobaczyć niemal wszystkiego; na nasze niemieckie kieszenie jednak drogo. Skaliste brzegi Bałtyku i figowce w ogródkach.
Więcej potem, idę puszczać n-te pranie.
14:07, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »