o tym, jak idę
poniedziałek, 30 lipca 2007
Zaległe nałogi
... wywołana przez kakota.
I nie wiem w sumie co napisać - bo przecież ja nie mam nałogów. Albo czasu, żeby sie im oddawać. Ale w sumie się kwalifikują - nałóg nieczynny to nadal nałóg. Będzie bardzo monotematycznie, bo ja przez wieki miałam jeden bardzo poważny nałóg.
  1. Czytanie. Kiedyś, we wczesnej młodości - rzeczywiście nałogowe, jedna książka dziennie. W chwilach głodu bilety tramwajowe i nalepki na dżemie (stąd pomyśł na historię o człowieku, który się nauczył węgierskiego z opakowań szamponu i instrukcji obsługi. Pomysł smakowity - proszę sobie wyobrazić jego specyficzne słownictwo, składnię). Mogłam/mogę czytać robiąc prawie wszystko - łącznie z praniem i zmywaniem. Czytam szybko. Kiedy zacznę, bardzo trudno mi przestać.
    Nałóg znacznie zmalał, kiedy zaczęłam żyć z pierwszej ręki. Dziś rzadko czytam niesłużbowo, za to więcej pamiętam, a książki są jakby bardziej soczyste i wywierają na mnie o wiele większe wrażenie. Czytanie to główna forma ucieczki.
  2. Powtórne czytanie książek, które znam. O tyle łatwe, że od dłuższego czasu kupuję głównie książki, o których wiem, że będę chciała je przeczytać ponownie. W chwili głodu wybieram z regału coś, co dopasuje do mojej specyficnej chwilowej potrzeby - wyrafinowanie lub szmirowato, wesoło lub rzewnie itp. i czytam.
  3. Literatura okołosocrealistyczna. Powieści produkcyjne, dzieła zebrane Makarenki, sztuki o przodownikach pracy. Wstęp do Zoologii wydanej bodajże w 1953 roku. Inne złe książki też, ale tym nie umiem nie ulec.
  4. Jedzenie, dobre jedzenie i smaki. Wolę być głodna niż zjeść coś, co mi nie smakuje. Właściwie to nie wiem, czy to się liczy jako nałóg. Chociaż może, jak dodać kupowanie warzyw i owoców na bazarze (które - z powodu słabnięcia innych argumentów - staje się głównym powodem do powrotu do Polski), skrobanie kartofli na werandzie jako uosobienie wakacyjnej laby - to może juz się liczy.
  5. Skubanie pięty.
Nie wiem, kogo wywoływać, bo to już wszędzie było?! Może ktoś się sam zgłosi? Jak nadrobię braki blogoczytelnicze, to dopiszę.

22:09, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Wakacje
Wróciliśmy z wakacji. Wróciliśmy warte odnotowania, bo jechaliśmy 15 godzin. Droga po polskiej stronie dobra - wczesny ranek w niedzielę ma duże zalety, choć są i minusy, np. między 8 a 10 szukaliśmy miejsca, żeby zjeść śniadanie - wszystko było zamknięte na amen albo czynne od 10, od 12. Dużo stawaliśmy, żeby odpocząć i dać się wybiegać Uli. Nie wiem jak teraz ujarzmimy ją w Lipsku, bo trzech tygodniach biegania boso, piaskownicy przed śniadaniem i ogólnie życia na dworzu.
Urosło nam dziecko i zmężniało. W drodze powrotnej po raz pierwszy zainteresowała się wiatrakami prądotwórczymi. Dziś chyba skumała o co chodzi w telefonie (no nie do końca, bo od słuchawki biegała do drzwi krzycząć "tato, tato", ale po raz pierwszy rozmawiała zamiast odpychac słuchawkę.
Wakacje coraz bliższe idealnych - w każdym razie bliższe niż te zeszłoroczne. Może dlatego, że to skrobanie kartofli i obieranie fasolki na werandzie. No i poczucie, że się jest u siebie - tymczasowym siebie, póki wynajęte, ale bez gospodarzy.
W przysłym roku mam nadzieję, że jakoś bardziej mobilnie już się powazymy i jakiś namiot, jakieś góry.
21:48, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Zielona wstążeczka, czerwona wstążeczka
W sobotę planowaliśmy z K. drogę powrotną z wakacji - czyli którędy przedzierać się z wschodniej Polski do wschodnich Niemiec. Zajrzelismy przy okazji na stronę Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, pojawiają się tam informacje o utrudnieniach na drodze - gdzie remont i zwężenie, gdzie ruch wahadłowy itp. I cóż widzę na stronie - baner. Że autostrada przez Rospudę tak i w związku z tym przypnij sobie pomarańczową wstążeczkę. Że przeciwko zielonej wstążeczce - pomarańczowa.
To może jeszcze żółtą od razu. Że różowa przeciwko rakowi piersi, a żółta - za.
A może próba zawłaszczenia, przepraszam, odzyskania, tych, co wspierali ukraińską rewolucję.
Zielona wstążeczko, trzymaj się.

21:39, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »