o tym, jak idę
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Znowu było mi niedobrze

Wydawało mi się, że już potrafię dobrze z tym żyć. Najtrudniejszy był pierwszy rok w Niemczech. To nie przypadek, że nigdy nie uczylam się niemieckiego,  choć uczyłam się czterech innych języków. Nie przypadek, że poczas autostopowych podróży po Europie robiłam, co mogłam, by przebyć Niemcy w krócej niż 24 godziny.

Od dawna nie przechodzi mnie dreszcz gdy widzę plakat z napisem Achtung, nawet "hendehoch" wypowiadane przez dzieci podczas przebierania się na gimnastykę nie są już powodem do podskoczenia. Przeszłam okres zadzwienia, że to niemożliwe, żeby ludzie, którzy tyle pięknych rzeczy kulturowo wymyślili, byli w stanie itd. Swoją drogą poziom tych lęków we mnie dużo mówi o moim dzieciństwie.

Wczoraj czytałam w GW interesujący wywiad z panią prof. Janiną Pensonową, która 4 lata spędziła w Ravensbrück. Padło w rozmowie nazwisko lekarki, jednej z tych, co przeprowadzały doświadczenia na więźniarkach. I w komantarzu, że spokojnie po wojnie żyła, nazwa miejscowości, w której mieszkamy. Szybko pogóglałam. Niejaka Herta Oberheuser, po wojnie skazana za eksperymenty w Ravensbrück (ze względu na dobre sprawowanie odisedziała 5 lat z 20). Osiadła w miejscowości, do której jeździmy - bo tam jest plantacja wiśni i malin. Pracowała przez długi czas jako lekarz-pediatra; pracowała również w naszej miejscowości. Tu ją rozpoznały byłe więźniarki, doprowadziły do zwolnienia i zaczęly żądać, by odebrano jej prawo bycia lekarzem. Po długim porcesie odebrano jej prawo wykonywania zawodu (odwoływała się, że nie można dwa razy skazać za to samo).

Lekarka-pediatra, która wcześniej zabijała ludzi i świadomie okaleczała. Nie był to "błąd młodości", bo była rocznik 1911.

Ja wiem, że Niemcy nigdy się faktycznie nie "oczyścili" - zbyt wielu ludzi bylo uwikłanych w reżim, de facto państwo nie byłoby w stanie funkcjonować.

Ale autentycznie zebrało mi się na wymioty.

15:18, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Gdyby mężczyźni karmili piersią...

Tę ciążę przeżywam inaczej niż poprzednią również pod względem emocjonalnym. Labilność mojego nastroju jest dla mnie samej czasem śmieszna, czasem straszna. Ostatnio potrafię się zalać łzami, kiedy jeszcze  dwie minuty wcześniej byłam spokojna.

Hormony.

Poprzednio w takim stanie byłam dopiero po porodzie. Oksytocyna - hormon od rodzenia (to ona pobudza macicę do skurczy), karmienia piersią, orgazmu i wrażliwości społecznej.

Tę ostatnią badano sprawdzając, jak podanie oksytocyny wpływa na empatię i uczenie się wzmacniane społeczne. Grupa mężczyzn rozwiązywała zadania, w których "nagrodą" były dla nich uśmiechnięte/wykrzywione twarze, albo zielone/czerwone światło. Jeśli przedtem psiknięto im do nosa oksytocyną, lepiej rozwiązywali zadania nagradzane ludzkimi twarzami, a bez zmian - te czerwonym i zielonym światłem. W testach empatii mężczyźni potraktowani oksytocyną uzyskiwali wyniki wyższe od mężczyzn, którym nie podano oksytocyny, a bliżone do normalnych wyników kobiet. Bo kobiety są zwykle bardziej empatyczne.

Badacze sugerują, że oksytocynę można by wykorzystwać w leczeniu osób z zaburzeniami empatii, np. schizofreników.

A ja mam nadzieję, że wyjątkowa wrażliwość w ciągu ostatnich dni to oznaka zwiastująca poród.

 

Hurlemann R, Patin A, Onur OA, Cohen MX, Baumgartner T, Metzler S, Dziobek I, 
Gallinat J, Wagner M, Maier W, Kendrick KM. Oxytocin enhances amygdala-dependent,
socially reinforced learning and emotional empathy in humans. J Neurosci. 2010
Apr 7;30(14):4999-5007. PubMed PMID: 20371820.
10:59, panpaniscus , Praca
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 kwietnia 2010
Tyle już powiedziano

Moja reakcja na wypadek samolotowy, w którym zginął Prezydent i kilkadziesiąt innych osób daje się streścić w zdaniu mojej córki "Jest mi bardzo smutno, że ten samolot spadł i ci ludzie się rozbili".

Zadzwonili do nas moi rodzice - właśnie siadaliśmy do leniwego sobotniego śniadania, z moją siostrą i jej mężem, co nas odwiedzali. Szok, kompletny szok - takie rzeczy się nie zdarzają. To znaczy, samoloty, owszem, rozbijają się, ale prezydencki? Z dowództwem sił zbrojnych? Nie mieści się w głowie. W pierwszych, poplątanych chwilach w głowie kłębiły się skojarzenia Katyń - Rosjanie, czy to nie Rosjanie, oni są zdolni do wszystkiego - ale to niemożliwe, żeby to się zdarzyło.

Potem była faza wściekłości. Jak oni mogli lecieć wszyscy jednym samolotem. Przecież już był wypadek Cessny jakiś czas temu. Jak mogli to zrobić, to kompletnie nieodpowiedzialne.

Potem był smutek. I zadziwienie - choć nie, mając w pamięci co się działo po śmierci JP2 nie było zadziwienia - nad reakcjami i zachowaniami ludzkimi.

Przykro mi, że zginęli.

Nie była to w żadnym wypadku śmierć bohaterska. Była raczej głupia, no i tragiczna. Choćby nie wiem jak tragiczna, śmierć nie uczyni z miernego prezydenta wybitnego prezydenta.

Myślę, że nie bez przyczyny tak bardzo skoncentrowano się w przeżywaniu żałoby na Marii Kaczyńskiej. Ona leciała tam z mężem, jako jedna z nielicznych nie leciała tam ugrać czegoś dla siebie.

Sprawa pogrzebu na Wawelu.  Megalomański pomysł, w pierwszej chwili myślalam, że to żart. Ale jak tu udowodnić, że cesarz jest nagi, gdy wszsycy tak bardzo chcą na nim bogatych szat. Z drugiej strony, to w sumie świetne podsumowanie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, jego umiłowania do formy i zewnętrznych oznak pariotyzmu. Szkoda, bardzo szkoda jego córki. Obawa, że psychologiczna potrzeba usprawiedliwienia tego miejsca pogrzebu spowoduje teraz pośmiertne wyolbrzymienie zasług byłego prezydenta.

Niechęć - do zawłaszczenia pamięci o Katyniu. Mój pradziadek zginął w zbrodni katyńskiej (od kilku lat wiemy, że zamordowano go pod Charkowem).  Wolałabym, żeby to pozostało oddzielne wydarzenie w świadomości społecznej.

Obrzydzenie - nieuchronne niestety - do wykorzystywania tej katastrofy do celów politycznych.

22:14, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Przerażająca prawda

Jakiś czas temu dawałam tu upust swojej złości na lekarzy kierujących się raczej swoim wyczuciem niż wynikami badań - chodziło mi o basen przy założonych drenach do ucha środkowego.

Teraz czytam książkę, z której wynika, jak bardzo naiwna jestem. "Medycyna to nauka i sztuka", mówią. O tym, jak bardzo sztuka a nie nauka - mówi "Taking the Medicine" Druina Burcha. Nie miałam pojęcia, w zasadzie nawet się nie zastanawiałam nad tym  - że badania kliniczne to ostatnie kilkadziesiąt lat. Przedtem zamiast statystyki używano autorytetu ("słynny profesor X uważa, że to dobry lek"), subiektywnego wyczucia i wybiórczej pamięci. Kiedy czytałam "Stulecie chirurgów", nie mogłam pojąć, jak gołe liczby świadczące o skuteczności antyseptyki mogły kogokolwiek nie przekonać. Tych liczb nie było, nie było jasnego porównania skutków zabiegów przeprowadzanych z zastosowaniem antyseptyki i bez - a co gorsza, nawet gdyby były, nie przekonałyby ówczesnych lekarzy - wychowanych w szacunku dla autorytetów i "prawd odwiecznych" (np. że rana musi zropieć, żeby się zagoić).

Znakomita większość leków (poza opium i pochodnymi, chininą i korą wierzbową) stosowanych przed dwudziestym wiekiem działała - bo wywierała jakiś łatwo obserwowalny efekt. Powodowała wymioty, poty, zwiększone oddawanie moczu czy biegunkę.  Większość byla bardziej szkodliwa niż pozostawienie dolegliwości nieleczonej. Ale ludzie tego nie zauważali.  Psychologicznie, zwłaszcza dla rodziny chorej osoby, leczenie było lepszym wyjściem. Plus efekt placebo - jedno z najbardziej fascynujących zjawisk.

A ja się dziwię, jak ludzie mogą wierzyć w homeopatię. Przeprowadzenie doświadczenia z odpowiednią próbą kontrolną -  to jest coś zupełnie nieintuicyjnego widocznie dla naszych mózgów, skłonnych upatrywać tajemniczych sił w każdym zbiegu okoliczności.

To ja wracam do mojego thrillera.

 

 

22:14, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Zaległe zaległości

Czarno na białym widać, że ostatnio, jeśłi się coś pisze, to w głowie, nie tutaj. Z wielu powodów.

Zdumiewające, jak inaczej (z)noszę tę ciążę w porównaniu z poprzednią. Dziś zaczęłam 38 tydzień, Ula była o tej porze (po terminie ustalonym przez lekarzy bardziej wierzących dacie ostatniej miesiączki niż owulacji i po rutynowo, moim zdaniem niepotrzebnie, wywoływanym porodzie) na świecie.  Już  jestem zmęczona robieniem dziecka, już bym chciała żeby się wreszcie wykluło. Zwłaszcza, że ostatnio na niewiele poza robieniem dziecka mam siłę. Mam nadzieję, że gdzieś się to magazynuje, to moje odpoczywanie. Śmieszy mnie trochę kurs przygotowania do porodu, w ktorym biorę udział - bo poród, jaki by nie był, trwa w sumie krótko, prawdziwe wyzwanie nadchodzi potem. A na kursie cztery tygodnie trwało, zanim doszłyśmy do rodzenia łożyska. Niemniej moje słownictwo okołopołożnicze bardzo się wzbogaciło, no i mam te dwie godziny w tygodniu naprawdę dla siebie.

Tydzien temu Ula nauczyła się jeździć na rowerze na dwóch kółkach. Patrzyłam, jak pedałuje - bardzo małe kółka robią w tych dziecinnych rowerach - i byłam ogromnie dumna, zachwycona i trochę smutna. Gdzieś w jakąś siną dal odjeżdżała ode mnie moja mała samodzielna córeczka.

Samodzielna córeczka w ramach pogniewania się na mnie i tatę ostatnio demonstracyjnie sama zrobiła sobie kanapki ("nie chcę, żebyście ze mną jedli").

Tata zawsze byl ten ukochany i na pierwszym miejscu (jedno z moich największych zadziwień, to to, że to nie boli ani nie wywołuje we mnie zazdrości). A teraz, gdy ja tak często nie mam siły/cierpliwości, to już w ogóle.

Ciekawa jestem, jak drugie dziecko wpisze się w naszą rodzinę i jak się zmieni dynamika tego, co nas łączy.

Ciekawe i wyczerpujące czasy przed nami.

 

 

21:22, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »