o tym, jak idę
wtorek, 24 kwietnia 2007
O uszkodzeniu kory przedczołowej, moralności i bólu brzucha
W ostatniej Nature ciekawy artykuł (a właściwie: list) o osądach moralnych u osób z uszkodzeniem brzuszno-przyśrodkowej kory przedczołowej, obszaru mózgu niezbednego do odczuwania emocji, a zwłaszcza emocji społecznych. Otóż osoby z uszkodzeniem tego obszaru mózgu jesli musza podjąć osąd moralny związany z silnymi emocjami (w obliczu konfliktu, jak np.poświęcenie zycia jednej osoby dla uratowania innych osób), kierują się bardzo utylitarnymi zasadami. Na ich osąd w niewielkim stopniu wpływają silne emocje, ktore zwykle w duzej części odpowiadają za decyzje osób bez uszkodzeń tego regionu.
Innego rodzaju decyzje moralne, nie zwiazane z silnymi emocjami (np. czy oszukać na podatkach) osoby z tyym uszkodzeniem podejmują tak samo, jak zdrowe. W materialach dodatkowych pełna lista historyjek przedstawianych badanym do oceny. Kazdej historyjce towarzyszy ocena siły konfliktu emocjonalnego, jaki wywołuje.
Zastanawiam się, czy niektóre zawody nie powinny się rekrutować z osób z uszkodzeniem brzuszno-przyśrodkowej kory przedczołowej. Ratownicy morscy czy strażacy. James Bond. Bo wojskowi i politycy to chyba juz to mają, albo może nabywają w trakcie. Choć z drugiej strony politycy, ktorzy ośwadczają, że ważniejsze jest dla nich dobro płodu, niż życie matki i dobro jej juz urodzonych dzieci, mają chyba wybiórczą hipertrofię tego regionu mózgu.

Niektóre z przedstawionych historyjek przyprawiły mnie o ból brzucha, tak bardzo okrutne są te wybory.
Jesteś rodzicem niemowlęcia, wraz z innymi mieszkańcami twojej wioski ukrywacie się w schronie przed nieprzyjacielskimi zołnierzami, ktorzy pladrują wioskę. Jeśli was znajdą, zginiecie. Jeśli uda ci się uciszyć dziecko, które zaczęło płakać, nie znajdą was. Dziecko płacze coraz głośniej, choć zatykasz mu usta. Czy przydusisz dziecko poduszką (=umrze), aby ocalić swoją rodzinę, innych mieszkańców i siebie?
Jesteś matką dwojga dzieci, 4 i 8 letniego. Twój kraj jest pod okupacją i kazano ci przyprowadzić jedno z dzieci, aby wzięło udział w bolesnych doświadczeniach medycznych (bedzie cierpiało, potem umrze). Jesli tego nie zrobisz, zabiorą obydwoje dzieci na te doświadczenia.
Sytuacje, w ktorych występowały dzieci, były oznaczone najwyzszym stopniem emocjonalności.
Nie chcę nigdy stawać w obliczu takich wyborów. Nie jestem w stanie osądzać osób, które podjęły wybór w takich sytuacjach.

Kolejna historia, ktora mnie przyprawiła wczoraj o ból brzucha, to opowieść matki dziecka, które urodziło się bez rączek. Dziecko przychodzi do niej i pyta mamo, gdzie są moje rączki, oddaj mi rączki.

Nie wiem, po co ja to czytam,potem nie moge spać i boli mnie brzuch.
11:38, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 kwietnia 2007
O reklamie, grupie docelowej i Polsce widzianej z bliska i z daleka
Osiedlowy supermarket, w którym robi zakupy moja siostra, zamówił mszę za swoich klientów. Spory sklep w Warszawie. To co, mnie zachwyciło, to mistrzowska taktyka: o mszy poinformował ksiądz podczas ogłoszeń duszpasterskich, natomiast nie było o niej żadnej informacji w samym sklepie. Grupa docelowa, na którą taka akcja marketingowa ma szansę wpłynąc pozytywnie, dowiedziała się siłą rzeczy. Osoby, które raczej poczyłyby sie odstręczone - dalej robią zakupy w błogiej nieświdamości modłów, które za nie odprawiono.
Oczywiście, że upraszczam i pewnie wśród parafian są i ci, których uraził ten - bo ja wiem - konformizm? Aktywny oportunizm? A być może i niejeden nieuczęszczający do kościoła ucieszyłby się, że ktoś się za niego pomodlił.

Kiedy siostra mi o tym opowiedziała, zastanowił mnie bardzo rózny odbiór tego zdarzenia przez nas obie: ja, znająca IVRP głównie z Gazety w internecie i opowieści znajomych, byłam zaskoczona, że księża zgodzili się na taką mszę. Komercyjność przedsięwzięcia jest oczywista, nieczystość intencji bije w oczy.
Siostra z kolei była duzo bardziej zaskoczona samym pomysłem kierownictwa (czy tez właścicieli) sklepu.
Nie wiem, czy to róznica rozdzielczości z jaką widzimy Polskę, czy kwestia studiów mojej siostry - kilka lat na katolickiej uczelni odarło ją ze złudzeń co do kleru.

Chociaż, może jestem niesprawiedliwa. Istnieje jeszcze jedna możliwość. Wątróbka była naprawdę nieświeża.

21:06, panpaniscus
Link Komentarze (3) »
Między magią a filozofią
...czyli o religii i wierze rozwazań ciąg dalszy. Właśnie tym mi się wydaje wiara - mieszanką filozofii i magii (a raczej magicznego pojmowania świata), u różnych osób w różnych proporcjach. O ile ze składową filozoficzną mogę prowadzić dialog, szukać punktów wspólnych i je dyskutować (na przykład zasad moralnych, u osób wierzacych wypływających z wiary, a u mnie - z moejgo światopoglądu), o tyle część magiczna pozostaje poza moim zrozumieniem.

Próbuję sobie wyobrazić, jak to jest że się w wieku telefonów komórkowych, antybiotyków itd. wierzy w magię. Rozumiem, że w sumie sposób działania tego skomplikowanego swiata ludzkich wytworów również może byc poza zasięgiem racjonalnego wyjasniania - a właściwie, jesli taki internet działa, albo lek, to czemu ma nie działać obrazek świętego, albo modlitwa.

Z mojego punktu widzenia, irracjonalne - bo mój światopogląd jest na wskroś naukowy, bo brzytwy Okhama itd. Ale słyszałam, jak w polskiej telewizji publicznej mówią w jednym programie infromacyjnym o tarczy antyrakietowej i o cudach dokonanych przez JPII jak o faktach (nie dodając: wedle wiernych koscioła katolickiego czy czegoś podobnego). Na moich oczach rodzi się hybryda, zrastają się gładko i bez śladu dwie wizje świata - ta wykorzystująca technikę, więc z konieczności racjonalna, i ta zupełnie magiczna. Choć przecież sama technika nie kłóci się z magią, jej zagrażają raczej nauki podstawowe.

Może po prostu swiat jest za trudny do zaakceptowania bez opcji magiczności.
Jestesmy dużo bliżej "Diuny" i kultu cargo , niż sobie to kiedykolwiek uświadamiałam.
20:55, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
Znów ta sama dyskusja.
Pierwszą pamiętam z czasów, kiedy byłam w ósmej klasie. Oczywiście chodzi o dyskusję o aborcji.
A może nie ta sama? Bo uczestnicy jakby inni, język zwolenników zakazu jakby ostrzejszy i plugawy bardziej.
Słyszałam "będziesz miała dzieci, to zmienisz zdanie".
Przeżyłam cud narodzin córeczki. Dalej uważam płód za płód. Zarodek za zlepek komórek, które potencjalnie mogą kiedyś stać się człowiekiem - ale jeszcze nim nie są.
To nie umniejsza mojego współczucia dla osób, które tracą ciążę. Albo dla osób, które muszą wybierać - ja albo ten płód, moje zdrowie/moje już istniejące dzieci albo ten płód, który może stać się moim dzieckiem.
Jestem za wolnością wyboru. Kiedyś dodawałam do tego swobodnie "choć trudno mi sobie wyobrazić, żebym ja sama podjęła decyzję o przerwaniu ciąży". Dziś tak łatwo już tego nie dodam, bo moje zycie jest trudniejsze i bardziej skomplikowane niz kiedyś. I tym bardziej chcę szanować czyjeś prawo do wyboru.
Zawsze mnie też zastanawiało, że oficjalny zakaz aborcji, ograniczenie dostępu do srodków antykoncepcyjnych itp. są uważane za potrzebne przez katolików w kraju, w którym ponoć stanowią 98% populacji. No ale to już logika, jak wiadomo, to z rozumu, a nie z serca. Tak samo jak to, że te same osoby żądają ochrony życia od poczęcia i przywrócenia kary śmierci.

Dopisane po 13 kwietnia: uff nie przeszło

20:55, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »