o tym, jak idę
sobota, 28 listopada 2009
Wyemancypowana córka

Ula bawi się ostatnio bardzo dużo ze swoim przyjacielem Adrianem. W przedszkolu, u Adriana, u nas - również, kiedy jest sama, bawi się z Adrianem.

Wczoraj bawiła się właśnie z wyimaginowanym Adrianem w dom. W naszej szafogarderobie urządziła kuchnię, sypialnię i balkon. Po czym wyjaśniła nam, że Adrian jest mamą, zostaje w domu i gotuje, a ona jest tatą, zakłada latarkę czołówkę i idzie pobiegać.

 

21:13, panpaniscus
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 listopada 2009
Prawie jak wielki zderzacz hadronów

Pamiętacie, jak Wielki Zderzacz Hadronów miał awarię, bo kawałek suchej bułki, upuszczonej przez ptaka albo inne zwierzę, spowodował awarię?  Dziś okazało się, że spotkała nas podobna przygoda.

Podobna, ale na szczęście (odpuk odpuk) obeszło się bez strat. Dziś nasz samochód miał przegląd i pierwszą rzeczą, którą powiedział pan mechanik po otworzeniu maski było "Ooo, ślady kuny". Chodziło o odciski ubłoconych łapek na chłodnicy i resztki pierza (nie kuny, rzecz jasna, a jej posiłku) między tymi różnymi rurkami i wężykami, co są pod maską. Kunę rzeczywiście widziałam kilka razy koło naszego domu (nic dziwnego, wieś i 50m do lasu, a z reakcji mechanika rozumiem, że to nie pierwszy raz. Mówił, że przegryzają czasem przewody, więc na razie mieliśmy szczęście.

21:31, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 listopada 2009
Reklama dla mnie

Wreszcie ktoś pomyślał, czego oczekują kobiety - zamiast panów w okularach i fartuchach pouczających, czym najlepiej sprać plamę z buraczków, albo niezdarnych mężów co wylewają sos pomidorowy na obrus i koszulę, albo bandy dzieci tarzajacych się w błocie.

reklama

22:26, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 listopada 2009
Humor lepszy

bo przyszły już we wtorek pasy na brzuch. Bardzo proste i fajne rozwiązanie :), nagle mam mnóstwo ciuchów. Rozłożył mnie lekko jakiś wirus czy inne badziewie okołozatokowe, także jestem w domu, ale jutro pójdę do pracy już.

Pora przygotować ciasto na piernik i być może rozpocząć pieczenie pierniczków - chciałabym wypróbować kilka ciekawych przepisów. W Lipsku był fantastyczny Weihnachtsmarkt (chyba jeden z największych w Niemczech, koło 300 stoisk, w tym miasteczko średniowieczne), ze stoiskiem z rozmaitymi tradycyjnymi piernikami z Norymbergi i czymś, co się nazywało Früchtebrot - 90% bakalii+ 10 % spoiwa, niesamowicie  intensywny smak. Chciałabym kilka z nich odtworzyć.

Cieszę się bardzo na święta, na wyjazd do Polski - jakoś przez to złe samopoczucie mi się tkliwie zrobiło.

No i z Ulą trzeba list do św. Mikołaja pisać.

W przyszłym tygodniu zrobić wieniec adwentowy. Odnaleźć w piwnicy kalendarz adwentowy i wypełnić kieszonki. Łamię sobie glowę nad alternatywami dla słodyczy.

I mam nadzieję, że to wszystko podwyższy mi nastrój. Czego wszystkim życzę :)

 

 

 

 

12:24, panpaniscus
Link Komentarze (5) »
niedziela, 15 listopada 2009
Mieszkanie jak blog

Nasze  mieszkanie, znaczy się. Wygląda. Albo raczej jest zapuszczone. Ostatnie 2 miesiące spędziłam głównie leżąc i powstrzymując mdłości albo wymiotując. K. dokonywał cudów, chodząc do pracy, zaprowadzając i odbierając Ulę z przedszkola, karmiąc nas obie i odgruzowując mieszkanie.

Mało wdzięczne zadania, syzyfowe prace. Sprzątanie, ale i karmienie bardzo wybrednej mnie - byl taki tydzień, że jechałam na puree kartoflanym na zmianę z groszkowym i było to jedyne, co nie chciało szybko wrocić skąd przyszło do żołądka.

Jakoś z Ulą było dużo, dużo łatwiej.

No ale za to moje aktualne samopoczucie jest  w ziązku z tym cudem niezwykłym - to koniec 14 tygodnia i robi mi się niedobrze z rzadka, jestem w stanie wejść do kuchni i nawet gotowałam w tym tygodniu.I zaczęłam jeść i sprawia mi to przyjemność!

Zupełnie nie mam w co się ubrać, ciuchy ciążowe moje są po kuzynkach (aktualnie zaciążonych), na miejscu takich wyrafinowanych produktów odzieżowych albo nie sprzedają, albo nie wiem gdzie. Wyprawę do najbliższego miasta planowaliśmy przez 4 kolejne weekendy, ale ja po prostu nie byłam w stanie pojechać. K. pojechał i nawet kupił mi spodnie, ale chyba dla nastolatki w ciąży, bo jestem w stanie wciągnąć je do kolan, dalej nie idzie, choć niby mój rozmiar. Wczoraj byliśmy w centrum handlowym najbliższym - w sklepie, gdzie jest normalnie duży wybór różnych marek ciążowych ciuchów byly jakieś nędzne ochłapy i wszystko 36 albo 42 i więcej, normalnie myślałam że się już poryczę, ale na szczęście kupiliśmy przynajmniej Uli buty zimowe, inna ważna pozycja na liście zakupów. A wieczorem zamówiłam sobie ciuchy przez inetrnet i jeszcze pasy na brzuch dwa, u dziewczyn, co same je szyją, o.

Może po prostu powinnam się bardziej przyłożyć do nauki szycia.

A dziś wreszcie dokończyliśmy uszczelnianie okien na zimę (mamy ogromne okna, drewniane z lat 60 i to kawał roboty), zlikwidowałam ogród balkonowy, przesadziłam kwiatki, kolejne pranie się pierze, K. z Ulą sprzątają jej pokój, zaraz zjemy późny obiad. Chyba dostanę zakwasów normalnie, biorąc pod uwagę średni poziom mojej aktywności ostatnio.

16:18, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2