o tym, jak idę
niedziela, 15 stycznia 2012
Oddzielić dzieło od autora

udało mi się w przypadku Miłosza zupełnie niedawno. Unikałam go, uciekałam przed nim - mimo że kilka wierszy poruszyło mnie najbardziej na świecie, z kilku jego wypowiedzi przypadkiem przeczytanych wynikało, że światopogląd ciekawy i i bliski.

Bo - bo bufon i zarozumialec, jak mówiła mama, która słyszała to od dziadka, który z nim studiował. Bo wyczytałam/wpisałam to bufoństwo i zarozumialstwo w parę innych wywiadów. Bo jeszcze jest te parę irytująco płaskich innych wierszy. Bo inny bufon się nim zachwycał.

A teraz jak miło. Zanurzyć się w prozie i poezji, w bliskiej mi wrażliwości. Furda tam bufon czy nie bufon. Bez bufoństwa trudno się sprzedać. Wpisane.

Przeczytałam też biografię Kapuścińskiego (tę kontrowersyjną, Domosławskiego). Właściwie nie wiem, czemu kontrowersyjna - bo mało lukru? Bo czlowiek z krwi i kości?

Kapuściński mnie drażni, gdy go czytam "Kapuścińskim" - czyli z założeniem, że to absolutnie-prawda-i-nie-fikcja. Czasem jeszcze drażni miałkością, jak w większości "Lapidariów" (były dla mnie momentami żenujące) czy w "Imperium".  Czytany "Domosławskim" - czyli dostrzec "optykę Kapuścińskiego", subiektywizm i przeżycie - jest niezwykły.

Ale bo ja też ostatnio fikcji niemal nie czytam. Szkoda mi czasu. Wydaje mi się rozrzutne tracić go na poznawanie fikcyjnego świata stworzonego przez jedną osobę, w którym bohaterzy żyją i reagują wedle tej osoby widzimisię. 

20:51, panpaniscus
Link Komentarze (2) »