o tym, jak idę
niedziela, 31 stycznia 2010
Życie bez wzorców

Z serii: zastanawianie się, jak by to było, gdybyśmy mieszkali w Polsce. Jak byśmy żyli, co byłoby inaczej.

Jesteśmy wyalienowani - byliśmy w Wymarzonym mieście, jesteśmy tutaj. Prawdopodobnie, jeśłi rzeczywiście zdecydujemy się jechać gdzieś dalej - podobnie będziemy wyalienowani i tam. O tyle mniej podobnie, że jednak w innym języku i innej kulturze, bez konieczności przełamywania  nabytych w dzieciństwie uprzedzeń.

Nie utożsamiamy się, nie kierujemy się tym, jak postępują ludzie wokół - od mycia samochodu po wychowywanie Uli.

Z jednej strony - taka alienacja niezwykle ułatwia życie po swojemu. Zmusza do ciągłego zastanawiania się, jak chcę to czy tamto zrobić jak urządzać i snuć to swoje życie. Czego JA chcę, czego oczekuję, ile jestem skłonna zapłacić (czasu/pieniędzy/wysiłku), co się dla mnie liczy. Przeciwieństwo konformizmu.

Z drugiej strony - wzorce zdejmują z człowieka tak duży ciężar mnóstwa drobnych decyzji. Jeśli się robi tak i tak, to nie muszę odkrywać Amerykio w konserwach, mogę zadziałać automatycznie. Nie da się decydować o wszystkim. Juz kilka lat mieszkamy w DE, a tak bardzo po omacku tyle rzeczy.

Czasem tego brakuje, by jak ślimak w muszlę schować się w wyuczone w dzieciństwie wzorce postępowania. A nie tak bez przerwy być sobą. Jak wiele się uczymy społecznie dorastając.

Robótki ręczne

Tydzień pełen robótkowania. Zatem masa solna z Ulą, na zdjęciu jest pies, mama, Ula, pizza i słoń - dwa pierwsze mojego autorstwa, reszta Uli. Figurki po upieczeniu zostały pomalowane w fantazyjne kolory.

Figurki z masy solnej

Po drugie, szycie. Strój karnawałowy kotka. Jestem dumna i blada, bo uszyłam pelerynkę z czarnej podszewki, obszytą polarowym szarym futerkiem - wyciętą z koła, więc się bardzo ładnie układa. Oraz spodenki, z rzeczonej podszewki. Do spodenek przymocowany jest polarowy koci ogon, z drutem w środku.

Moje postępy w szyciu przypominają mi gafy Ani z Zielonego Wzgórza - niby nie robię dwa razy tego samego błędu zwykle, ale można pomylić się na tyle sposobów. Na przykład zszyć boczne części dwóch przodów i dwóch tyłów w spodenkach i zastanawiać się potem, dlaczego taki dziwny kształt, kiedy chce się zszyć środki.

Uszyłam też dekoracyjną zasłonkę do kuchni - 1 m materiału, a ileż radości.

okno w kuchni

Zasłonka w kuchni

Teraz usiłuję nie pokłuć się drutami, na których robię skarpetkę. Oczywiście dla Uli, bo ma najmniejszą nogę. W tajemniczych okolicznościach pojawiają mi się dodatkowe oczka czasem, no i jak to zrobić, żeby te trzy druty, których akurat się nie używa, nie przeszkadzały ?!?

 

wtorek, 26 stycznia 2010
Skrzy się śnieg

i skrzypi pod nogami, pobliskie trasy saneczkowe zamieniły się już w niebezpieczne tory bobslejowe (drzewa po pobu stronach, skocznie z korzeni i stromy zjazd do jeziora na sam koniec). Jezioro zamarza. Ula kolejny dzień ma katar do pasa, więc znów nie poszła do przedszkola - jutro już chyba pójdzie, bo się znacząco poprawiło.

U nas mrozy nie tak mocne jak w Polsce, ale na tutejsze warunki bardzo silne. Za oknem zięby z pólnocy (zięba jer) i gile, reszta zwyczajnie.

Dziś spacer w mroźnym słońcu - wreszcie jest słońce, -10 i gęsto zaciągnięte niebo mnie bulwersowało. Ślizgałyśmy się na lodzie przy brzegu (boję się pójść dalej, choć lód wygląda już na bardzo gruby, ale część jeziora jest niezamarznięta). Potem lepiłyśmy z masy solnej (Ula właśnie pomalowała laleczki, psa i pizzę, które ulepiłyśmy). Dla mnie miło też odpocząć nieco od pracy - odrabiam swoje, hm, właśnie teraz, ale trochę jestem rozgrzeszona, bo mi się liczy właśnie ;).

Wcześniej zobiłam nieco gimnastyki - staram się wrócić do formy, utraconej przez 2 miesiące zlego samopoczucia ciążowego - i obejrzałyśmy z Ulą filmy o tym, jak się rodzą małe pieski i jak potem poznają świat. Te pieski to dlatego, że po wyjaśnieniu, kto to jest położna, Ula wyraziła chęć zobaczenia, jak się będzie rodził dzidziuś. Ponieważ a) nie ma w klinice opcji przechowalni dla dzieci (w innej, gdzie nie mogę rodzić, bo nie mają dobrego oddziału noworodkowego - jest) i nie byloby co z Ulą zrobić poza kluczowymi kilkunastoma minutami, b) nawet wtedy nie byłabym pewna, czy to dobry pomysł - wszystko zależy od tego, jaki będzie ten poród, c) to jeszcze kilka miesięcy - postanowiłam znaleźć coś na youtube.  Nie udało mi się znaleźć ładnego ludzkiego porodu, ale znalazłam akceptowalny psi. No i małe pieski są takie słodkie.

A ideologicznie to obserwowanie porodu przez dziecko jest dla mnie OK, no ale ja fascynuję się fizjologią. Pamiętam stronę jakiejś szalonej kobiety, która chyba wszystkie swoje dzieci rodziła w domu, ostatnie rodziła sama w zasadzie, w towarzystwie starszych dzieci. Pomijając niezbyt bezpieczną stronę przedsięwzięcia (mieszkała na pustkowiu itd) to idea mi się spodobała. Ponoć zresztą mój dziadek pomógł odbierać najmłodszego brata, no ale to było 5 porodów po nim.

Poza tym przygotowujemy się do balu przebierańcow (tzn. próbuję znaleźć w okolicy sklep, w którym kupię czarną podszewkę na strój kota) i niedługo zacznę myśleć o wyprawce. Rzeczy po Uli rozdałam, również by przygotować bardziej neutralny grunt do negocjacji drugiego dziecka. Negocjacje, jak widać, zakończone pomyślnie, no ale teraz muszę wszystko zgromadzić od początku.

Nastrój różnie, zdiagnozowałam u siebie zespół wypalenia zawodowego, tylko nie wiem w jakim zawodzie;). Chciałabym zmiany, ale jeszcze nie mam pomysłu na co. Trochę brak energii no i nienajlepsze samopoczucie psychiczne to  nie jest dobry stan do podejmowania decyzji.

 

 

 

18:47, panpaniscus
Link Komentarze (1) »