o tym, jak idę
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Głosy o sprawie Jakuba T.
Nie wiem, czy ten chłopak jest gwałcicielem. Podejrzewam, że tak. Zarówno na podstawie przedstawianych dowodów, jak i sposobu, w jaki próbowano go bronić - dyskredytując dowód DNA, bez propozycji przeprowadzenia kolejnych jego badań. Ale nie o tym chciałam.
Bardzo mi się nie podobają relacje GW z procesu. Są mocno jednostronne, akcentują argumenty obrony - ale już nie siłę dowodu, jakim jest DNA. Nie stawiają pytań.

Znów popełniłam błąd (ach te nałogi) i poczytałam komentarze pod artykułem.
I co widzę? Że przecież gdzieżby taki chłopak ze starą angielską raszplą. Że niemożliwe, żeby się pokusił. Że gdyby chciał, to by każdą mógł mieć. Że dyskryminacja i że chcą Polaków ustawić w szeregu.
Dobrze, że proces się skończył, bo niebawem okazałoby się, że Jane H. sama się zgwałciła.

Nie rozumiem, po co robić z tego sprawę "bo znów Polaków biją". Podstawmy w miejsce 25-letniego Polaka 25-letniego Niemca, Szweda czy Czecha.
I mniej emocji, więcej rozumu.
No już nie chce mi się pisac o oczywistościach, jak to, że po pierwsze primo różne kobiety mężczyzn rajcują, po drugie primo to w gwałcie często chodzi o poczucie władzy nad ofiarą i nie jest istotna jej uroda, po trzecie primo, to nikt z piszących Jane H. nie widział, tylko wydaje obraźliwe sądy na podstawie wieku, płci i narodowości, po czwarte primo, to co - miał jeszcze casting na ofiarę urządzać.


22:15, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 stycznia 2008
Polacy w Wielkiej Brytanii
Na początek zdjęcie od znajomego Anglika mieszkającego niedaleko Londynu. W jego mieście pojawiły się takie znaki:



Nie wiem, używali automatycznego translatora (na co wskazywałby obszar ograniczonego spożycia), czy konsultowali się z jakimś już zatrzymanym Polakiem?!
W każdym razie, miło, że policja się stara. Po angielsku też są znaki, żey nie było, że Polacy to jedyna grupa docelowa.

16:47, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 stycznia 2008
Pomiędzy
Pamiętam moją mamę, kiedy miała tyle lat, co ja teraz.

Mam wspomnienia z czasu, kiedy byłam w wieku Uli.

Więc to właśnie już? Jestem dorosła. Patrzę przed siebie i za siebie. Staram się żyć uważnie - a co i rusz potykam się o własne sznurowadła.
Czy to duchowe lenistwo, czy brak odwagi, żeby żyć bardziej w zgodzie ze sobą? A może wciąż trudności z przyjęciem świata takim, jaki jest? Niechęć do rewizji własnej wizji świata?
Co jest tak naprawdę ważne - to, co wybiorę, żeby było ważne.
Jak wyzwolić umysł ze starych, wyrobionych kolein? I czy naprawdę zawszę tego chcę? Ucieczka jest o tyle łatwiejsza.
Idę i ugotuję zupę. Nastawię ciasto na bliny. Ogrzeję zatoki, których ból wprawia mnie właśnie w metafizyczne drgania.

15:50, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 stycznia 2008
Czego nie lubię
Jestem nietypową - podług obowiązujących wzorców - kobietą. Bo okropnie mnie męczą zakupy ciuchowe. A butów kupować wręcz nie znoszę.

Powodów jest kilka. Raz, okropnie drażni mnie rozbieranie się i ubieranie bez przerwy. Zwłaszcza zimą. Dwa, trudno mi dogodzić, a ponieważ zakupy są ostatecznościa, to zwykle zdarzają się, gdy czegoś potrzebuję, więc stres się podwyższa, kupuję coś, co nie do końca mi odpowiada i wcale nie jestem zadowolona. Trzy, dopada mnie zwykle myśl o okropnie konsumpcyjnym trybie życia, który prowadzimy w tej Europie i jakie to marnotrawstwo mieć tyle rzeczy. Cztery, jeśli jestem w złym nastroju to we wszystkim wyglądam sobie fatalnie i zakupy nie mają sensu. Pięć, naprawdę trudno mi dogodzić. Bo ma być wygodne, trwałe, ładne, porządne, łatwe w utrzymaniu, w kolorach, bo szaroburość zabija moją radość życia. Sześć, z podobną motywacją ciężko nawet zacząć. Siedem, szkoda mi czasu.

Tu jest mi o tyle trudniej, że sklepy moich ulubionych i pewnych marek nie funkcjonują w Niemczech. O tyle łatwiej, że na szczęście w pracy i wśród znajomych nikt nie przywiązuje takiej wagi do ubioru - w Polsce w ogóle ubiór bardzo mocno określa człowieka. O tyle trudniej, że w efekcie mam ogromne zaległości w garderobie, zwłaszcza że wciąż nie mieszczę się w niekóre rzeczy sprzed ciąży.

Och rany julek, chyba nie pomagam się sobie zebraćdo czekającego mnie w kolejnej zwrotce trudnego zadania aktorskiego. Muszę Chcę się wybrać na zakupy.
14:00, panpaniscus
Link Komentarze (5) »
wtorek, 01 stycznia 2008
To się nie mogło stać
Ta kobieta, której sylwetkę widzieliśmy pod słońce, nie mogła nie przystanąć dochodząć do połowy jezdni. Kierowca samochodu przed nami nie mógł nie zahamować. To, co zobaczyliśmy potem  - nie mogło się zdarzyć, takie rzeczy zdarzają się tylko na filmach, tam grają w tych scenach kaskaderzy, a nie starsze panie. Krzyknęłam nie - kiedy to się stawało, bo stać się nie mogło. A stało się.

Gdzieś z tyłu głowy tkwi film - te jej kilka kroków, ciało przelatujące nad samochodem. I obraz - kiedy wysiadłam, żeby zatrzymać ruch na szosie - jej ciało:  obciągnięte grubymi cielistymi rajstopami nogi, które wyglądały, jakby już nie miały kości, siwe włosy. Szary beret toczył się po jezdni.
Karetka akurat jechała pod górę, w stronę Szklarskiej Poręby, więc sanitariusze zaraz zaczęli ją ratować.

Przeczytałam na policyjnej stronie, że miała 73 lata i że nie przeżyła. Nie wyglądało to, jakby miała jakieś szanse.
Ta droga zawsze wydawała mi się bardzo niebezpieczna, nie ma przy niej chodnika, a są domy i nasilony ruch.
Kruche kruche kruche to życie.
Piszę o tym, żeby sobie z tym poradzić.
15:18, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2