o tym, jak idę
sobota, 27 stycznia 2007
Jakaś wajcha, albo pokrętło...
...przekręciło się naszemu dzidziusiowi dzisiaj w nocy. Do wczoraj troszkę chodziła za rączkę, a dziś rano samodzielnie wstala i przeszła przez pokój, pół dnia spędziła  chodząc (sama i bez podpórki), aż poszła spać. No i woła tata i mama.
Zupełnie , jakby trenowała sobie po cichu i postanowła wystąpić publicznie dopiero, jak będzie w tym całkiem niezła.
Śniegu za mało na sanki i wieje. Ale wolę to, niż zgniłe 15 stopni.
18:55, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
środa, 24 stycznia 2007
Kapusciński nie żyje.
Imperium, Podróże z Herodotem, Heban - to moje ulubione. Szkoda bardzo. Taki myślący człowiek. 
10:22, panpaniscus
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
O tradycyjnej rodzinie, logice, polityce i programie szkolnym
"Wyborcza" zaskoczyła mnie tekstem "konserwatywnej historyk idei" (cokolwiek to znaczy) Gertrude Himmelfarb. Pani Himmelfarb pisze, że należy wychodzić za mąż/ żenić się, bo wtedy się dłużej żyje - jasno wykazują to statystyki. Rodzice powinni pozostawać w małżeństwie, bo jeśli się rozwiodą, do zwiększą szansę, że w przyszłości ich dzieci też się rozwiodą.

Cóż za błyskotliwy tok myślenia. Jeśli dwie rzeczy ze sobą korelują, to nie koniecznie łączy je związek przyczynowo-skutkowy. Zwykle dzieci mają 4-8 zębów, kiedy zaczynają chodzić, ale to nie obecność zębów im w tym pomaga.

Kiedyś zauważono, że regiony Polski, gdzie jest wiecej bocianów, to również obszar wyższego przyrostu naturalnego. Nie jest to jednak potwierdzenie dla historii o bocianie przynoszącym dzieci.

Podobne błędy logiczne mogę wybaczyć mamom na forum dzieciowym, które udowadniają sobie nawzajem, że "leki" homeopatyczne działają (bo dziecko przestało być przeziębione ), ale ich obecność w tekście "paranaukowym" dyskredytuje go zupełnie.

Nasz umysł jest nastawiony na szukanie związków przyczynowo-skutkowych, na dedukcję. Bez wątpienia dzięki temu tak daleko zaszliśmy technologicznie i kulturowo jako gatunek. Opisany powyżej błąd jest bardzo częsty; ostatnio jakoś głównie natrafiam nań w różnych "prawych" wypowiedziach - może to ich wszechobecność, a może prawicowe zamiłowanie do upraszczania zawiłych problemów. Czytałam np. niedawno, że ludzie, którzy decydują się na seks przedmałżeński, częściej się później rozchodzą. Ergo to ten seks winny. Ani słowem nie warto się zająknąć, że może ci, co (zwłaszcza w dzisiejszych czasach!) decydują się na seks dopiero po ślubie, to ludzie, którzy rozumieją małżeństwo w sposób wykluczający rozwód.

Sądzę, że szkoła powinna uczyć myślenia. Żeby w przypadkach takich, jak te powyżej fałszywość rozumowania była jasna dla każdego. Niestety, w Polsce jest z tym nie najlepiej. Dobitnie świadczą o tym wyniki badania PISA - przeciętni polscy uczniowie nie najlepiej sobie radzą z myśleniem. Myślenie jest niedoceniane w polskiej szkole i w obiegowym rozumieniu, po co jest szkoła. Polscy rodzice mówią o angielskiej szkole ich córki "jest dobra, córka się tu czuje dużo lepiej niż w polskiej szkole, choć poziom jest niższy niż w Polsce". Rzeczywiście, w angielskiej szkole dzieci przyswajają duzo mniej faktów. Ale dużo częściej uczą się rozwiązywania problemów, samodzielnego rozumowania. Jak na razie, 90% polskich uczniów jest w tym gorsze niz 90% angielskich uczniów (można sobie na stronie PISA wygenerować odpowiednie wykresy).
Miało byc jeszcze o polityce. Już pisałam - im ciemniejszy naród, tym łatwiej kupi każdą durnotę, zachłyśnie się ideologią, zaszlachtuje kozła ofiarnego. Politykom to na rękę, więc po co dofinansowywać oświatę. W końcu ich potomków też ktoś musi wybrać, trzecie pokolenie Giertychów w polityce to dopiero bedzie coś!


19:49, panpaniscus
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 stycznia 2007
Nowy kręgosłup poproszę...
Ten kościsty, rzecz jasna, bo moralnego, jako ateistka (znów to niedawno usłyszałam) nie mam i nie miałam.
Nigdy nie był rewelacyjny - od dziecka pokrzywiony, mimo godzin wypływanych na basenie i wyćwiczonych na korektywie. Ale spisywał się nieźle, ani stękał, gdy dźwigał dwudziestopięciokilowe plecaki przez lawowe pola i śnieżne bezdroża.
Dopiero ciąża dała mi nieźle w kość. Oj jak bolało, zwłaszcza w nocy; w żadnej pozycji nie było wygodniej. Jak wreszcie urodzę, będzie lepiej, nie będę przecież dźwigać brzucha - łudziłam się naiwnie.
Brzuch przeistoczył się w dzidziusia, którego dalej trzeba było nosić. Niby zwracam uwagę (przynajmniej mi się tak wydaje), żeby się nie pochylać, że na ugiętych nogach itd. Teraz już tyle nie trzeba Uli nosić, jest samobieżna w dużym stopniu. Ale starczyło kilka dni jej choroby połączonej z intensywnym ząbkowaniem - i znów mam wrażenie, że zamiast kręgosłupa mam sękaty, łuszczący się z kory patyk. Ta kora włazi w ciało i uwiera.
Jak do tej pory, największe nadzieje pokładam w jodze - kiedy bolały mnie plecy "napięciowo", joga działała cuda. Po półtorej godzinie czułam, jakby mój kręgosłup odbył ekspresowe wakacje. Tylko jak się zmobilizować, bo nie jestem w w stanie załatwić sobie kolejnego wyjścia z domu - czyli sama powinnam ćwiczyć. Tylko że yyyh...do tego to mnie kijem, kijem pędzić trzeba. Może jak K. faktycznie zacznie regularnie biegać, to to bedzie mój czas na jogę?
14:53, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 stycznia 2007
Ważna akcja
Przeczytałam dopiero dziś o bardzo potrzebnej akcji WOŚP.  Będą informacje o zawartości weglowodanów na produktach spozywczych! To naprawdę takie proste, a tak bardzo ułatwia życie.
Zachorowałam w Stanach - tam nawet na wodzi mineralnej jest tabelka wyszczególniająca zawartość białek, węglowodanów, tłuszczy itp. U nas nie ma obowiązku umieszczania takich informacji i nikt nie planuje go wprowadzić - przynajmniej tak było te kilka lat temu, kiedy dowiadywałam się w Urzędzie Ochrony Konsumentów i Konkurencji.
Na własna rękę wysłałam wtedy mejle do kilkunastu firm, których adresy internetowe udało mi się odnaleźć w sklepie spożywczym. Od zaledwie kilku dostałam informację o zawartości; kilka obiecało nadesłać informację później i nie zrobiło tego nigdy; od takiego Cadbury nie dostałam żadnej odpowiedzi, nawet pocałuj mnie w nos. Od tamtego czasu  - jesli proteina sojowa, to tylko firmy Sante, słodycze wybieram niepowarszawsku, czyli Wawel (zresztą  czekolady Wedla teraz są beznadziejne, jak powiedział znajomy, teraz   50% kakao w nich pochodzi z najlepszych plantacji, a resztę firma kontraktuje u polskich rolników).
To takie proste, a trzeba specjalnej akcji. No ale to samo można powiedzieć o wszystkim, co na szczęście robi Orkiestra.
18:43, panpaniscus
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2