o tym, jak idę
Blog > Komentarze do wpisu
Znad krawędzi

Wczoraj ktoś usiłował mnie zabić. W typowy londyński sposób - samochód jadący przed/obok rowerzysty nie sygnalizuje skrętu w lewo, nagle ostro skręca wciągając pod siebie rowerzystkę.

W poodbny sposób zginęła większość z czternastu rowerzystów zabitych przez kierowców w zeszłym roku w Londynie (w tym sześć osób w ciągu 2 tygodni w listopadzie). Mi się nic nie stało - to była nieduża furgonetka, a nie wielka ciężarówka. Jechała niezbyt szybko, a krawężnik po mojej lewej stronie obniżył się na tyle, że dałam radę podeprzeć się nogą i nawet się do końca nie przewróciłam.Tym niemniej adrenalina zadziała. Byłam w takim szoku (a poza tym spóźniona nieco do pracy), że zamiast zrobić zdjęcie, pojechałam dalej.

To nie jest kraj dla rowerzystów. Dowiedzieliśmy się o tym dość szybko - pierwszego miesiąca po przeprowadzce ktoś przejechał K. po przednim kole na rondzie wymuszając pierwszeństwo. Koło do wymiany, strata czasu, na szczęście nic się K. nie stało. Był świadek, zapisane numery,  sprawa zgłoszona na policję. Została umorzona, bo... właściciel samochodu twierdzi, że go tam w tym czasie nie było. A poza tym na planie sytuacyjnym wypadku K. napisał niewłaściwą nazwę ulicy - to długa ulica, niedaleko ronda zmienia nazwę, a w tamtym czasie nie byliśmy tego świadomi. To na kiepskie pocieszenie dla tych, co myślą, że tylko w Polsce policja poprawia sobie statystyki nie przyjmując spraw do wiadomości.

 U nas w R. jeździ się podobnie, jak naście lat temu w Warszawie. W centrum Londynu - gdzie w godzinach szczytu piesi nie mieszczą się na chodnikach, pasażerowie na stacji metra, a rowerzyści na ulicy - panuje wolna amerykanka. Widziałam furgonetkę z rozmysłem wbijającą rowerzyście błotnik w koło (śmiał się zatrzymać przed nią na poprzednich światłach), regularnie widuję wypakowane wywrotki przejeżdżające już na czerwonym świetle. Po sprawiedliwości, w porannym szczycie piesi traktują czerwone światło jako nieśmiałą sugestię raczej, a rowerzyści interpretują skrzyżowania po swojemu (na zmianę korzystając z przejść dla pieszych i jezdni). 

piątek, 28 lutego 2014, panpaniscus
Tagi: rower londyn

Polecane wpisy

  • Rynek, ekonomia - uwaga

    W mojej rozrywkowej opinii o książce o ekonomii nie wspomniałam, że nie wierzę w doskonałość rynku i regulację tylko przez rynek. Obawiam się, że jeśli nazbyt u

  • Trzymaj się Ukraino

    Bezsilność. Anya, która jest stamtąd. Pasza, też tutaj - a jego ojciec, starszy pan, chodził na demonstracje u siebie w mieście. Tam są ich przyjaciele. Jego br

  • Ja

    Ten wpis bierze udział w Fince z kominka Kaczka, mistrzyni pozornie przypadkowych zbiegów okoliczności, gier słownych i zaplanowanych qui pro quo, zadała temat

Komentarze
fidrygauka
2014/03/09 22:07:06
To zdecydowanie nie jest kraj dla rowerzystów. Po tym jak mój kolega miał poważny wypadek raczej na rower nie wsiądę (poza parkiem czy laskiem).
A do pracy na rowerze jeździłam kiedyś ... przez dwa tygodnie.
Po czym się poddałam ze strachu o swoje życie.
-
sekretarka.bozeny
2014/04/07 19:03:59
Na moje to wypada kupić podręczny helikopter co najwyżej. ;)