o tym, jak idę
Blog > Komentarze do wpisu
Rynek, ekonomia - uwaga

W mojej rozrywkowej opinii o książce o ekonomii nie wspomniałam, że nie wierzę w doskonałość rynku i regulację tylko przez rynek.

Obawiam się, że jeśli nazbyt uwierzymy w niewidzialną rękę rynku, to ona może pokazać nam środkowy palec (nie wiem czyj ten celny tekst, trafił do mnie via Orliński). 

Dlaczego nie wierzę w rynek jako idealne rozwiązanie? Bo czysty rynek to jak ewolucja, a na tym to akurat się znam. 

W ewolucji mówi się o tzw. maksimach lokalnych przystosowania. Można to sobie wyobrazić tak: dla organizmu w danych warunkach, w danym otoczeniu i wśród danej konkurencji, istnieje pewien optymalny zestaw cech. Idealny, taki że nie da się lepiej.

  Wszystkie możliwe stany organizmu można sobie wyobrazić jako pofalowaną powierzchnię, im wyżej na tej powierzchni - tym lepsze przystosowanie. Gdzieś na tej powierzchni jest góra, jej szczyt - to właśnie optymalne przystosowanie. Każdy krok pod górę to jakaś zmiana, lepiej dostosowująca organizm.

  Wyobraźmy sobie Bardzo Prosty Organizm z jednym genem. Jeśli gen nabędzie mutację, która polepszy funkcjonowanie organizmu - to właśnie krok pod górę. 

Szkopuł polega na tym, że powierzchnia przystosowań to nie jest gładka płaszczyzna ze stożkiem po środku, a raczej teren pełen małych pagórków i dolin - jeśli znajdzie się na szczycie małego pagórka, to żeby dostać się na główny szczyt trzeba będzie zejść w dolinę. Stać się mniej przystosowanym - ale to właśnie w ewolucji się nie zdarza, bo ci mniej przystosowani przegrywają.

  Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na małym pagórku - gen działa dobrze, lepiej niż na płaskiej powierzchni poniżej (dlatego się na ten pagórek wspięłyśmy). Zmiany w genie pojawiają się rzadko i losowo, więc niemal zawsze po jednej na raz,  a szansa wystąpienia 3 zmian na raz jest bardzo, bardzo  niska.   Od genu, który zapewnia miejsce na szczycie góry, gen na pagórku różni się trzema zmianami. Jeśliby wprowadzić by do niego te 3 zmiany, będzie działał świetnie (szczyt  głównej góry). Ale każda z tych zmian osobno jest szkodliwa. Osobniki z pośrednimi wersjami genu przegrywają sromotnie. Nie ma jak przekroczyć doliny.  W rezultacie organizm będzie miał gen w wersji dobrej, ale nie świetnej.

W krajobrazie dostosowań pozostanie na pagórku, zamiast wspiąć się na szczyt gory - dolina między nimi jest za głęboka.  Podobnie jest z rynkiem. Rynek, jak dobór naturalny, może optymalizować firmy, usługi, produkty, wreszcie swoją skuteczność. Ale tak samo jak dobór, jest podatny na maksima lokalne. Koszty przeskoczenia z maksimum lokalnego do wyżej położonego punktu mogą być nie do pokonania. Jak przejście na ruch prawostronny w UK - przydałoby się, ale przy kosztach takiej zmiany wydaje się, że nie nastąpi.

   Inny powód, by nie zostawiać wszystkiego rynkowi: ewolucja nie ma kierunku - toczy się w stronę chwilowo najwyższej korzyści. Bez zważania na długodystansowe koszty. My umiemy często przewidywać konsekwencje naszych czynów i warto by to wykorzystywać...

    A przede wszystkim - ewolucja ma dużo więcej czasu w zanadrzu niż ludzkość. Ludzie potrzebują zmian tu i teraz, a nie za tysiąc lat. Może doskonała ręka rynku  doprowadziłaby do powstania wystarczająco dobrych i tanich przedszkoli - wszak jest zapotrzebowanie, pracodawcy zyskają na pracy kobiet itd. Ale ja potrzebuję przedszkola dla mojej córki, a nie praprawnuczki. Chcę takiego sterowania rynkiem, by te przedszkola powstały i trwały.

  W ewolucji problem wydostania się z maksimum lokalnego rozwiązuje labilność krajobrazu - warunki życia organizmu, które nim rządzą, się zmieniają. Na przykład zmienia się klimat, dostępność pożywienia, pojawia się nowy groźny wirus, znika wróg-drapieżnik. Zestaw optymalnych cech organizmu się zmienia. Powierzchnia zaczyna się wybrzuszać tam, gdzie była wklęsła, pagórki się obniżają.  Podobnie może być i w ekonomii - ale znów, to trwa.

 Rynek powinien się świetnie sprawdzać w ekonomicznym odpowiedniku mikroewolucji. Małych zmian, optymalizujących dostosowanie do niewielkich zmian w otoczeniu. Do zmian fundamentalnych - takich jak w makroewolucji - jest zbyt powolny.  Poza tym są dziedziny, w których - jeśli wierzymy choć trochę w równość społeczną - czysty rynek nie ma prawa funkcjonować, jak zdrowie czy szkolnictwo.  

piątek, 21 lutego 2014, panpaniscus

Polecane wpisy

  • Czego moje oczy nie widzą, tego po prostu nie ma

    Wpis bierze udział w zabawie blogowej Finka z kominka Może to i zrządzenie losu, że dziś rano nie znalazłam mojego roweru w miejscu, gdzie go zostawiłam przy st

  • Znad krawędzi

    Wczoraj ktoś usiłował mnie zabić. W typowy londyński sposób - samochód jadący przed/obok rowerzysty nie sygnalizuje skrętu w lewo, nagle ostro skręca wciągając

  • Ja

    Ten wpis bierze udział w Fince z kominka Kaczka, mistrzyni pozornie przypadkowych zbiegów okoliczności, gier słownych i zaplanowanych qui pro quo, zadała temat

Komentarze
almetyna
2014/02/28 22:03:13
W ogóle nie wierzę w czysty rynek, taki zwierz nie istnieje. Nawet leseferyzm był jakąś tam ingerencją. Nie mówiąc o bogatej działalności Kongresu Stanów Zjednoczonych oraz wszystkich innych rządów i parlamentów kiedyś i obecnie. Głosowanie budżetu, to co to jest?

Oprócz zdrowia i edukacji, czysty rynek nie ma prawa funkcjonować także w dziedzinie kultury i bezpieczeństwa. Ingerencja w kulturę prowadzi do wielu komplikacji i rozbiegania się ścieżek kultury kuratoryjnej czy wysokiej i kultury popularnej czy masowej.
A ingerencja w bezpieczeństwo może prowadzić do podejmowania ryzykownych decyzji gospodarczych, np. dywersyfikacja zaopatrzenia w ropę i gaz, dotowanie rolnictwa itd mogą popsuć rynek i solidnie go pobrudzić.
-
2014/02/28 22:23:46
No jak już patrzeć ta w ogóle - to samo istnienie państwa, granic, ceł itd. jest ingerencją w rynek. Ale teraz państwa zachodnie dużo mniej ingerują niż np. po wojnie.
-
almetyna
2014/03/01 16:14:55
Z tego co mówią znajomi znawcy (nie wiem czy tacy znowu znawcy, bo jak ich rozpoznać), to teraz ingeruje się chytrzej i bardziej się gmatwa przekaz niż kiedyś. Stopy procentowe, quantitative easing, indeksy o dziwnych nazwach, ustawiane przetargi itd. Po co się Kowalski miałby za bardzo orientować. Jeszcze by jaką rewolucję zrobił, a kysz!