o tym, jak idę
Blog > Komentarze do wpisu
Pochwała nicnierobienia

Zasłaniam się niemowlęciem w swym nicnierobieniu - napisała mi A. Jej niemowlę niedawno utraciło status noworodka.

Psycholodzy przestrzegają, że dzieci, którym się organizuje czas - szkoła, zajęcia dodatkowe po pępek, zawsze pod czyimś przewodem, na własne pomysły czas gdy śpią albo w samochodzie podczas przewożenia z jednych zajęć dodatkowych na drugie, ale może i to nie, bo trzeba powtórzyć słówka czy tabliczkę mnożenia - nie mają czasu ani siły, by odkryć, co naprawdę lubią i czego naprawdę chcą. Nie mają możliwości się ponudzić, a odrobina nudy jest korzystna i pomaga lepiej się samookreślić, pobudza też kreatywność.

Myślę, że dotyczy to też dorosłych - niezmiernie trudno wsłuchać się w siebie w codziennym pościgu za własnym zakręconym ogonkiem (jak dożyć do piątku i zdążyć do poniedziałku). Zwolnienie tempa tego pogłebionego spojrzenia nie gwarantuje. Ale stwarza krzystne warunki.

Zajęło mi długo, by się nauczyć, że można nicnierobić - niecnierobienie bardzo daleko odbiega od etyki krzątania się do upadłego, którą wyniosłam z domu.

 Abstrahując od fizycznej niemożliwości nicnierobienia gdy się jest (wystarczająco dobrą matką (wystarczająco wymagającego) niemowlęcia - bo rozumiem, że chodzi o to intelektualne nicnierobienie, o nieplanowanie i nieszukanie, to ja wołam: droga A., proszę skorzystaj z pretekstu i nicnierób, jak długo możesz.

wtorek, 04 lutego 2014, panpaniscus

Polecane wpisy