o tym, jak idę
Blog > Komentarze do wpisu
Ja

Ten wpis bierze udział w Fince z kominka

Kaczka, mistrzyni pozornie przypadkowych zbiegów okoliczności, gier słownych i zaplanowanych qui pro quo, zadała temat "Ja". Z pewnością nie będę pisać o sobie - w końcu cały blog jest o mnie - stanowczo się sprzeciwiam zbywaniu tematu jedną, nawet wybitną, notką.

W związku z tym postanowiłam napisać o Kaczce - w końcu to ona powiedziała "JA". Zastanawiając się, czy lepszy byłby panegiryk (doskonałe pióro, świeże spojrzenie,  okraszone wybornymi anegdotami z życia wielojęzycznej międzygatunkowej rodziny, jako bonus akcje społeczne- no i Kaczka in vivo absolutnie nie ustępuje kaczce in silico/in vitro), czy pamflet (ekshibicjonistyczne wynurzenia matki, która wolała Niemca, nikt jej nie dogodzi - u Anglika było źle, u Krzyżaków też narzeka, zmusza rzesze internautów i internautek  do pisania na swój temat), stwierdziłam jednak, że nie tędy droga.

Droga wiedzie przez las. Bo piszę w pociągu, w drodze do pracy, a ów właśnie stoi w lesie.

 Neurobiolodzy (na przykład Bruce Hood )  uważają, że "ja" to iluzja. Wytwarzana na bieżąco, zależna od kontekstu. Jakiż bardziej stały dla mnie punkt odniesienia, niż ja sama, - cóż bardziej mylnego, niż to przekonanie.

"Ja" podlega ciągłej rekonstrukcji. "Ja" jest kruche. Podatne na okoliczności biologii, o czym świadczy zmiana zachowania słynnego Phineasa Gage'a po urazie prętem,  babci kolegi po udarze czy to, co sądzę o sobie sobie podczas epizodu depresji.

 "Ja" jest nieracjonalne i skrzywione (w dalszym ciągu jestem dla siebie "dziewczyną co chodzi po dzikich górach", mimo że ostatnie prawdziwe góry były dziesięć lat temu) - prawdopodobnie bez tego pogrążylibyśmy się w tzw. otchłani rozpaczy. 

Kiedy człowiek się zmienia, stosunkowo łatwo wychwycić zmiany fizyczne. Trudno uznać, że kuchenka spuchła, kiedy nie można już przejść koło niej bokiem w czasie ciąży (choć pamiętam, że codziennie rano starałam się tam jednak wcisnąć).  Trudniej wyłapać zmiany w iluzji, którą się samemu tka i która nie ma obiektywnej miary. 

 Świadomość iluzji "ja" daje prostą odpowiedź na cisnące się czasem na usta pytanie - jak ten człowiek jest w stanie wytrzymać ze sobą? - ten człowiek tka po prostu iluzję z innych nici, niż ja widzę. I każe też być ostrożnym wobec samej siebie: prawdopodobnie wbrew temu, co sądzę, nie jestem spójną, zbieżną całością. Nie tylko, że tyle o sobie wiem, ile mnie sprawdzono - ale nie wiadomo też, jak długo to, co wiem, będzie prawdą.

Pociąg ruszył. Las się skończył. Ja jadę dalej.

wtorek, 18 lutego 2014, panpaniscus

Polecane wpisy

Komentarze
almetyna
2014/02/28 21:32:00
W lesie to każde JA się gubi.
Fajnie napisane.

Dziś czytając po kolei, doczytałam do tutaj, nie wiem kiedy dam radę poznać pozostałe wprawki. Strach pomyśleć o Fince nr 4.

Przy okazji donoszę, że mamy fajny myk w bloksie: jak wstawiamy linki to możemy skorzystać z opcji "Otwórz w nowym oknie", dzięki czemu czytelnik nie zgubi TEGO wpisu.
Pozdrawiam
A.
-
2014/02/28 22:16:34
Dziękuję za podpowiedź, niezmiernie mnie irytuje jak się otwiera w tym samym oknie :)
-
fidrygauka
2014/03/09 22:12:15
"Ja" jest nieracjonalne i skrzywione (w dalszym ciągu jestem dla siebie "dziewczyną co chodzi po dzikich górach", mimo że ostatnie prawdziwe góry były dziesięć lat temu) - prawdopodobnie bez tego pogrążylibyśmy się w tzw. otchłani rozpaczy.

Otóż to!
Często opornie przychodzi nam zauważanie zmian własnego 'ja' - nawet wszyscy wokół zmieniający się na potęgę nie są w stanie nas przekonać, jak bardzo przesunęliśmy się z punktu A do punktu B.
Mnie niezmiernie szokują znalezienie gdzieś w necie lub spotkani na ulicy znajomi z dawnych lat.
Ależ oni się postarzeli!
A ja wciąż taka młoda :))))